„Rewanżersi: Obrońcy Asgardu” – recenzja filmu „Thor: Ragnarok”

Thor. Ten jeden z najważniejszych superbohaterów w uniwersum Marvela od zawsze wzbudzał sporą sympatię. I to nie tylko dlatego, że był niezwykle potężną postacią (bo w końcu to Bóg Piorunów!), ale przede wszystkim z tego względu, że to właśnie on od samego początku walczył w drużynie „Avengersów”. Dla mnie osobiście to obok Spider-Mana ulubiony bohater Marvela. Nic więc dziwnego, że na wieść o tym, że powstaną osobne filmy opowiadające o jego historiach wiele osób się ucieszyło, w tym także ja. Niestety zarówno pierwszy melodramatyczny „Thor”, jak i drugi, zupełnie nie zapadający w pamięci „Mroczny świat” nie spełniły oczekiwań widzów, a wręcz je pogrzebały…

Wtedy jednak okazało się, że już niedługo na ekranach kin pojawi się finałowa, trzecia część przygód Thora. Mogło by się wydawać, patrząc na poziom dwóch poprzednich odsłon, że taki film nie zdobędzie popularności… a stało się odwrotnie. Już bowiem pierwszy zwiastun „Thora: Ragnaroka” zachwycił wielu widzów, a dodatkowe nawiązanie do nordyckiego „Końca Bogów” tylko jeszcze mocniej podsyciło ich apetyty. Kiedy więc koniec końców film Taiki Waititiego miał mieć swoją premierę, to sporo się po nim spodziewano. Czy jednak najnowszy Thor rzeczywiście okazał się być świetnym zwieńczeniem serii o Bogu Piorunów? Przyznam, że przed seansem miałem spore obawy przed użyciem tego stwierdzenia, ale teraz jestem już pewien… Tak, „Thor Ragnarok” to świetny kino akcji, ale wręcz nawet jeden z najlepszych filmów w całym uniwersum Marvela…

Image result for thor ragnarok

Pewnie wielu z Was zastanawiało się, co porabiał Thor (Chris Hemsworth), kiedy jego przyjaciele na czele z Iron Manem i Kapitanem Ameryką, nawalali siebie nawzajem na lotnisku. Dlaczego nie przyszedł im z pomocą? Otóż moi drodzy czytelnicy, wiedzcie, że ta jego nieobecność wcale nie wynikała z lenistwa, czy wyjazdu wakacyjnego, a z tego, że sam w tym czasie miał spore problemy…

Oto bowiem nasz wszechmocny Thor najpierw został uwięziony przez okrutnego Surtra, by zaraz potem po przybyciu do mitycznego Asgardu dowiedzieć się, że jego ojciec, Odyn (Anthony Hopkins) gdzieś zaginął. W związku z tym władca Mjolnira wyrusza na jego poszukiwania wraz z wiecznie nieuczciwym bratem, Lokim (Tom Hiddleston). Niestety prowadzą one jedynie do odkrycia spisku bogini śmierci Heli (Cate Blanchett), która za zdradę i zapomnienie planuje doprowadzić do końca bogów, Ragnaroku. Na domiar złego Thor traci swój młot i uwięziony na odludziu zostaje gladiatorem. Wszystko wydaje się być zatem stracone, lecz syn Odyna nie postanawia się poddać i tworzy specjalny skład „Rewanżersów” złożony z Lokiego, wojowniczki Walkirii (Tessa Thompson) oraz dawnego kumpla Hulka (Mark Ruffalo). Razem chcą powstrzymać Helę przed zniszczeniem Asgardu. Czy jednak im się to uda?

Lubię Thora. Od zawsze historie tego bohatera jako jedne z nielicznych z uniwersum Marvela (warto wiedzieć, że jestem wyznawcą teorii: „Batman Forever!”) bardzo mnie interesowały. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, na ekranach kin Bóg Piorunów nie prezentował się już równie okazale co na kartach komiksów. Być może przyczyną tego było to, że w obu częściach „Avengersów” pełnił on rolę drugoplanową (a przecież takiego Iron Mana by sprasował jak żelazko koszulę), a jeśli nawet się pojawiał, to tylko po to, by pośmiać się z innych, że nie potrafią podnieść jego młota. I może takie przedstawienie miało by jakiś sens, gdyby nie fakt, że osobne filmy, opowiadające o jego przygodach… zupełnie nie zainteresowały. Kiedy więc w sieci pojawił się niesamowity zwiastun trzeciej części, to moje nadzieje naraz wzrosły…  i zacząłem nawet liczyć po cichu na prawdziwego, potężnego Boga Piorunów. I ku mojej radości zupełnie się nie zawiodłem, bo na takiego Thora naprawdę warto było czekać…

Image result for thor ragnarok

Film Taiki Waititiego jest o tyle fenomenem dla serii „Thora”, że jego klimatyka znacznie odbiega poziomem od tych z dwóch poprzednich części. Wcześniej bowiem na ekranie rządził przede wszystkim mrok, tylko gdzieniegdzie z wplątanym humorem. Gdyby się zatem dłużej zastanowić nad tą kwestią, to nagłe „rozluźnienie” w „Thorze: Ragnaroku” jest dużą zaletą, bo dzięki temu nie tylko akcja staje się ciekawsza, ale same postacie sporo zyskują. Kluczem do tego sukcesu niewątpliwie było zatrudnienie Taiki Waititiego, który dotąd mógł być znany tylko ze względu na niskobudżetowe komedyjki typu „Boy”, czy „Co robimy w ukryciu”. Był on przedtem nieco wycofanym reżyserem z życia typowo Hollywoodzkiego, aż tu nagle został reżyserem „Thora”. Wydawać by się mogło zatem, że tak mało popularny reżyser może nie udźwignąć takiego dużego ciężaru… a on to zrobił.

Waititi wprowadza bowiem to COŚ do Marvela, co mogłoby się już wydawać coraz mniej możliwe w tym uniwersum… a mianowicie – powiew świeżości, oparty na niebanalnej fabule, interesujących bohaterach i genialnym humorze. Doskonale on rozumie, czego chce, a jednocześnie nie żąda zbyt wiele. Waititi krok po kroku realizuje swój plan, dając widzom sporo akcji, ale mieszając to z zaskakująco dobrze zarysowanymi sylwetkami głównych bohaterów (duży + dla scenariusza). I tak właściwie, to jedyne czego mógłbym się przyczepić w jego filmie to scen akcji – które choć jak na Marvela przystało, są dobrze zrealizowane, to jednak przez ich spory nadmiar, z czasem coraz mniej ekscytują… Ale i tutaj reżyser wychodzi obronną ręką, gdyż śmiem stwierdzić, że pojedynek gladiatorski Thora i Hulka to najlepszy w historii MCU. A ten fakt tylko jeszcze mocniej potwierdza o ponadprzeciętnych zdolnościach reżysera.

Image result for taika waititi korg

Ci zaś, co obejrzeli choćby jeden film Taiki Waititiego, to wiedzieli, czego mogą się po nim spodziewać – sporej dawki humoru. I rzeczywiście, „Thor Ragnarok” to zwykłe, a jednocześnie przyjemne połączenie kina akcji z komedią. Ale co najważniejsze ten humor autentycznie działa. Widz siedzi bowiem przed ekranem i co chwilę krztusi się z niewymuszonego śmiechu. Proszę jednak w tym miejscu nie myśleć, że „Thor Ragnarok” to kopia drugiej części „Strażników Galaktyki”. Ba! Te filmy pod względem humoru dzieli wielka przepaść… Film Jamesa Gunna był bowiem zabawny w paru momentach, ale za przeproszeniem, gagi skupione na kontaktach seksualnych, czy układzie wydalniczym… to poziom dla przedszkolaków. Tymczasem „Thor: Ragnarok” bazuje na humorze sytuacyjnym, co szczególnie dobrze można zaobserwować w świetnie poprowadzonej relacji Thora z Lokim. Tak właściwie, to każda z postaci dostaje tu swoją własną linijkę humorystyczną. Czy to Hulk, czy Grandmaster, czy Thor… wszyscy oni zyskują dzięki temu lekkiemu klimatowi. Królem gagów „Thora: Ragnaroka” jest jednak Korg (na zdjęciu powyżej), który gdy tylko się pojawia to daje taki popis, że nic tylko się śmiać… A co ciekawe w jego rolę wcielił się reżyser Taika Waititi, który tym samym udowodnił, że jest niezwykle wszechstronnym twórcą filmowym.

„Thor: Ragnarok” nie ustrzegł się jednak paru błędów. W większości wynikają one z niezbyt ambitnej i przewidywalnej fabuły, która niczym nie zaskakuje. Nie podoba mi się, że przez nią potencjał paru postaci, takich jak Skurge, czy Heimdall nie został wykorzystany. A szczególnie mi szkoda tego drugiego, bo sądząc po jego sporym udziale w mitologicznej wersji Ragnaroku, myślałem, że tutaj będzie podobnie… a tak się nie stało. Co do natomiast strony wizualnej, to jest ona po prostu dobra. Pod wieloma względami jest zrealizowana bardzo bezpiecznie. Tego samego zaś nie można powiedzieć w przypadku nawiązań do mitologii nordyckiej, których jest wiele, ale co ważne – zostały zmienione. Przede wszystkim warto wiedzieć, że Hela (a raczej Hel) nie była siostrą Thora, a córką… Lokiego. To samo jest w przypadku jej wilka, Fenrira. Poza tym sam Ragnarok, Koniec Bogów, jest potraktowany w filmie inaczej niż w mitologii… Tam bowiem przyszedł Surtr (apokaliptyczny bóg) i doszło do ostatecznej bitwy. Tymczasem reżyser potraktował go w nieco bardziej żartobliwym tonie, co stanowi świetną satyrę, ale pozostawia także niedosyt.

Prawie żadnych natomiast uwag nie można mieć względem obsady, która w większości spisała się wręcz znakomicie. Dawno nie widziałem filmu, w którym tak wielu aktorów dostało szansę do wykazania się. Szczególnie świetnie spisał się Chris Hemsworth, do którego długo nie mogłem się przekonać. Wydawało mi się bowiem, że nie pasuje on do roli Thora, a teraz… odwołuję wszystkie moje uprzedzenia. Hemsworth genialnie bowiem spisuje się w roli Boga Piorunów, korzystając ze świetnego poczucia humoru. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie także Tessa Thompson, która w roli pijaczki weteranki Walkirii, uwodzi widza swoją bezwględnością i etykietką „niezależnej kobiety”. Poza tym świetne role zaliczają Jeff Goldblum (znany z „Parku Jurajskiego”) oraz Mark Ruffalo (Hulk), a szczególnie ten pierwszy, który kapitalnie bawi się swoją rolą Arcymistrza. Nieco słabiej natomiast zaprezentował się Idris Elba, któremu zdecydowanie zabrakło czasu na ekranie. A o roli Karla Urbana jako Skurge’a nawet nie wspomnę… bo karabiny do świata Asgardu, pasują tak jak miecze świetlne do bogów nordyckich. Całe te gorsze momenty są na szczęście znikome dzięki fantastycznej roli Toma Hiddlestona w roli Lokiego, który tym razem w nieco bardziej komediowej przemianie radzi sobie zaskakująco dobrze. Dotąd nie rozumiałem fenomenu tej postaci, ale teraz muszę się zgodzić – to rzeczywiście świetna postać, z którą jeszcze wiele można zrobić. I to zupełnie nieprzewidywalnego, bo w końcu Loki to bóg oszustw i tajemnic.

Image result for thor ragnarok

Na koniec warto też wspomnieć o głównym czarnym charakterze tego filmu, czyli złowieszczej i okrutnej Heli. Nie jest to co prawda dobrze rozpisana postać, bo choćby na końcu nie wykorzystano jej potencjału, ale niesamowita charakteryzacja, a przede wszystkim kolejny fenomenalny popis umiejętności aktorskich Cate Blanchett sprawia, że nawet na te mniejsze błędy da się przymknąć oko. Blanchett jako Hela hipnotyzuje bowiem widza, a sam jej wybór był strzałem w dziesiątkę. I w ten sposób to nie Loki jest już najlepszym antagonistą uniwersum Marvela, a właśnie ona – pełna gniewu, żądzy zemsty bogini śmierci… Hela.

Image result for cate blanchett thor ragnarok

Podsumowując, „Thor Ragnarok” to nie tylko udane kino akcji, ale także zdecydowanie jedna z najlepszych produkcji Marvela. Film Taiki Waititiego co prawda nie jest idealny, bo fabuła mogła być nieco lepiej rozpisana, a potencjał paru postaci należycie wykorzystany. Mimo to, i tak szefowie MCU nie mają się czego powstydzić, bo finałowa, trzecia część „Thora” jest znakomitą mieszanką kina akcji z prześmiewczym poczuciem humoru, a także pełną interesujących postaci, których aż ciężko nie polubić. I stąd wynika moja dość wysoka ocena – „Rewanżersi” bowiem nie zawiedli… bo takie filmy Marvela ogląda się po prostu z wielką przyjemnością od początku do samego końca.

 

Ocena Filmaniaka:

7+/10

2000px-3.5_stars.svg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s