„Niebieski jednorożec w mieście grzechu” – recenzja Aragorna 1 sezonu serialu „Happy!”

Kiedy bohaterem serialu zostaje niebieski animowany jednorożec, to wydaje się, że ów produkt skierowano jedynie do najmłodszych widzów. Tymczasem omawiana tu przeze mnie produkcja, mająca premierę w grudniu 2017 roku na kanale telewizyjnym SyFy, a pod koniec kwietnia 2018 roku wyświetlana także w Polsce na Netflixie, nie powinna być zdecydowanie i kategorycznie oglądana przez… dzieci.

„Happy!” to kryminalna opowieść na podstawie komiksu zrealizowana w skali 1:1, która wpisuje się w rewolucję serialową. Jest brutalna, wulgarna, pełna czarnego jak smoła humoru. Tu nie ma miejsca na poprawność polityczną! Wiem, że to niełatwe zadanie, ale wyobraźcie sobie miks „Kto wrobił królika Rogera” i „Toy Story” z „Adrenaliną” i „Rodziną Soprano”. Z takiego połączenia narodził się najpierw komiks, a następnie filmowa, telewizyjna wersja, która uderza między oczy zarówno intensywnością jak i również pewnego rodzaju oryginalnością.

Jest okres Bożego Narodzenia. Ale atmosfera w serialu nie należy do optymistycznych. Ukazany tutaj Nowy Jork to miasto grzechu, brudne, skorumpowane, w którym roi się od gangów, socjopatów i zwyrodnialców. W takiej rzeczywistości poznajemy byłego glinę, dawniej najlepszego detektywa, a obecnie cyngla – Nicka Saxa (Christopher Meloni). To facet, który z niejednego pieca jadł chleb, od niejednego dilera kupował pigułki na „wzmocnienie”. Obecnie to outsider na dnie, który wpadł w niezłe mafijne bagno. Polują na niego ludzie Scaramucciego a.k.a Pana Blue (Ritchie Coster). Ale Sax ma spore szczęście i jeszcze większe umiejętności. Do tego odpycha swoim wyglądem. Cuchnący, chadza ciągle w poplamionych zaschniętą krwią długim płaszczu, rozpiętej koszuli i szalu. Co więcej, miewa myśli samobójcze. Trochę przypomina nieogolonego Johna McClane’a z serii „Szklana pułapka”, trochę pana Smitha z „Tylko strzelaj”. W trakcie potyczki z kilkoma bandziorami Nick dostaje zawału serca. I wtedy jego ledwo uratowane życie staje do góry nogami. Naszemu antybohaterowi objawia się… mały, fruwający niebieski jednorożec (ewentualnie osiołek, kto go tam wie), który prosi o pomoc w odnalezieniu uprowadzonej 8-letniej Hailey (Bryce Lorenzo) (Happy jest jej wyimaginowanym przyjacielem). Nick myśli, że zupełnie odleciał…

I wtedy fabuła skręca na tory psychodelicznego fantasy na dopalaczach. I przez kolejne 7 odcinków, aż do finału serial nie zwalnia tempa – bawi, zaskakuje i… szokuje, tym bardziej że to nie halucynacje. Nic dziwnego. Jednym z showrunnerów projektu był Brian Taylor – współtwórca odjazdowej, wspomnianej wyżej „Adrenaliny” z Jasonem Stathamem w roli głównej. Odjazd na całego.

Znalezione obrazy dla zapytania happy! tv series 1920x1080

Stacja SyFy (niegdyś SciFi), mimo swojej nazwy, nie zawsze wyświetla syfy – seriale średniej lub gorszej jakości. W 2015 roku pokazała światu intrygującą i efektowną space operę „Ekspansję”. „Happy!” wciąga równie mocno. Nie każdemu jednak taka szalona forma przypadnie do gustu. Niektórzy odbiją się już przy pierwszym epizodzie (wszystkie trwają po 40 minut). Nie kupią takiej wybuchowej mieszanki. Będą uważać, że produkcja nie wnosi nic poza ukazaniem degradacji ludzkiej osobowości przy uwidacznianiu krwawych scen. Innych z kolei serial uczyni szczęśliwymi! Podobnie jak ja, docenią klimat, humor, szybkie ruchy kamery, montaż (patrz Nick kontra gangsterzy i popisy kaskaderskie), efekty specjalne (tytułowa postać jest perfekcyjnie zaprojektowana) i dobrze napisane wątki i postacie – także te drugoplanowe.

Znalezione obrazy dla zapytania happy! tv series 1920x1080

Na szczególne brawa zasługuje pod względem obsady zasługuje tu przede wszystkim Christopher Meloni w roli Saxa. Ten aktor, którego kojarzyć można np. z roli pułkownika w „Człowieku ze stali” czy drugiej odsłony „Sin City” bez problemu odnajduje się w serialowej adaptacji komiksu Granta Morrisona. Gra swobodnie i widać, że ta rola nie sprawiła mu żadnej trudności, a zamiast tego sporo frajdy. Jest też tu główny antagonista o jakże miłym imieniu: Smoothie. To jednak tylko pozór bo w rzeczywistości to nieprzewidywalny, lubiący sprawiać ból, psychopata znakomicie odgrywany przez Patricka Fischlera („Mulholland Drive”). Wystarczy spojrzeć na oblicze Smoothiego i już można zafajdać bieliznę ze strachu… I to w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Brawurowo jest tu także wykreowana postacie mafiozów, Blue, w którego zaskakująco bardzo dobrze wciela się znany m.in. z serialu „Detektyw”, a tu przypominający Waltera White’a z kultowego „Breaking Bad” Ritchie Coster. i równie dobrej jego siostry Isabelli (Debi Mazar). Jest też detektyw Merry McCarthy, w którą wciela się całkiem dobrze Lili Mirojnick („Projekt: Monster”). Na szczęście ta drugoplanowa postać jest kimś więcej niż wyciętą z kartonu twardą partnerką głównego bohatera. Jest niejednoznaczna, przyciąga uwagę, mając w sobie jakąś tajemnicę. Skoro akcja rozgrywa się w grudniu, to i „Świętego” Mikołaja nie mogło zabraknąć. Ostrzegam, że do miłych ten typ, grany przez odpychającego Josepha D. Reitmana nie należy!

Jednak w centrum uwagi pozostaje tytułowy Happy, który został ożywiony na ekranie nie tylko dzięki specjalistom od grafiki komputerowej, ale również dzięki aktorowi, który podkłada mu głos. To Patton Oswald – komik, który potrafi też pokazać się w poważniejszej roli, np. w „Kobiecie na skraju dojrzałości”. Gdy kamera przybliża duże zęby i oczy Happy’ego, rozczula on widza w większym stopniu od Kota w Butach ze „Shreka”. Aż chce się go przytulić i dodać otuchy. To jeden z najfajniejszych animowanych protagonistów w całym kinie, a już na pewno najfajniejszy w historii telewizji.

Happy i Nick to zresztą dwie skontrastowane postacie, ulepione z różnej „gliny”, których drogi się krzyżują i z czasem równoważą. Jednorożec z milutkiego, wesołego stepującego stworzonka, uosobienia dobra i niewinności, przeistacza się w odważnego herosa, a z kolei Nick – degenerat i zabójca widząc wreszcie światełko w tunelu, staje się człowiekiem wrażliwym na otaczające zło. Te osiem odcinków w zupełności wystarczyło, aby przybliżyć ich niezwykłą historię. A inne, też ciekawe wątki zapewne znajdą swój finał w kolejnym, zapowiedzianym już sezonie.

Suma summarum „Happy!” to zarówno opowieść wigilijna o odkupieniu i dorastaniu do ojcostwa, jak i również intrygujący bromance, gdzie dwóch niedopasowanych partnerów rozwiązuje kryminalną zagadkę. To też bardzo świadome popkulturowo, pełne nawiązań do innych produkcji filmowych, dzieło. Emocjonalne i obdarzone wielkim serduchem. Idealny prezent dla ludzi na Gwiazdkę, którym nie przeszkadzają obrzydliwe sceny i którzy cenią czarny humor, a także świeże połączenie kryminału z komedią fantasy. Gorąco polecam wprost na wieczorne kakao, spędzone wspólnie w towarzystwie Nicka i jego uroczego przyjaciela, jednorożco-osiołka Happy’ego. Już sam tytuł tego serialu stanowi jego idealną definicję bo po nim rzeczywiście można poczuć się… szczęśliwym.

 

Ocena Aragorna:

8/10

4 gwiazdki

 

Autor powyższej recenzji publikuje także swoje teksty na własnej stronie internetowej jako aragorn136: https://altao.pl/

Serdecznie zapraszamy do czytania!!!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s