„Guerra sin reglas” – recenzja filmu „Sicario 2: Soldado”

Wojna to zaledwie jedno słowo… a pomyśleć, że jest ono przyczyną śmierci co najmniej kilkudziesięciu milionów osób. Już w czasach II Wojny Światowej zginęło ponad 60 milionów osób – i nieważne, czy to byli żołnierze, czy cywile – wszyscy z nich byli ludźmi. Ludźmi, którzy zasługiwali na życie. Ale na wojnie wszystko jest inne. Walczą pomiędzy sobą wrogowie, w związku z czym nie ma tu szansy na coś takiego jak pokój, czy zrozumienie. Tu liczy się tylko zwycięstwo – i nawet śmierć ludzi nie ma na to wpływu. Owszem, możemy mówić że w czasach II Wojny Światowej to faszyści byli tymi „złymi”, a alianci „dobrymi”, ale czyż takie stwierdzenie nie jest przypadkiem niesprawiedliwe? W końcu człowieka powinno się oceniać pod względem jednostki, a nie ogółu. Na wojnie wszystko jednak jest inne… Nie ma pokoju, zrozumienia a są tylko soldado – żołnierze, którzy choć walczą w imię pokoju, to jednocześnie doprowadzają też do śmierci i cierpienia.

Ktoś mógłby rzec, że wojna się już skończyła. Ale to stwierdzenie jest niestety nieprawdziwe. Ciągle bowiem toczą się walki na Ukrainie, Bliskim Wschodzie i dochodzi do kolejnych ataków terrorystycznych ze strony Państwa Islamskiego. I to ma być pokój? My często tego nie spostrzegamy, ale walka i kolejne ofiary wciąż są – i to często z powodu zwykłego handlu narkotykami i ludźmi. I te struktury się rozwijają bo funkcjonują nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale i w Ameryce Południowej, czy Meksyku. Brakowało zaś w tym wszystkim jakiegoś szerszego ukazania społeczeństwu istnienia takiego problemu… aż pojawił się „Sicario” w reżyserii Denisa Villeneuve, który tylko z pozoru mógł się wydawać zwykłym mrocznym thrillerem o walce z handlem narkotykami. Bo w rzeczywistości ten film był niesamowitym, ale i przerażającym doświadczeniem zapadnięcia się w otchłań, z której próbujemy uciec, ale nie możemy i w efekcie dalej się w nią zagłębiamy.

Z tym więc większym zainteresowaniem można było wyczekiwać drugiej części, która od samego początku sprawiała jednak wrażenie… niepotrzebnej. Trudno było bowiem po raz drugi odtworzyć to niezwykłe klaustrofobiczne doznanie z poprzedniej odsłonie i to po zamianie stołka reżyserskiego z Denisa Villeneuve na Stefano Sollimę. Twórca serialu „Gomorra” na szczęście jednak nie rozczarował choć trudno w tym wszystkim nie odczuć wrażenia, że jego film to już tylko „akcyjniak” o żołnierzach z karabinami, a nie skrytych zabójcach, których czyny mogły nas przerazić i zmusić do refleksji nad własną moralnością. Nie oznacza to jednak, że jest źle. „Sicario 2: Soldado” to wciąż bowiem świetnie wykonany i trzymający w napięciu thriller, w którym nie obowiązują żadne zasady… no może poza jedną, która brzmi: Nie ufaj nikomu bo… zginiesz.

Od czasu zlikwidowania bossa meksykańskiego kartelu narkotykowego minęło parę lat. Obecnie na terenie Stanów Zjednoczonych dochodzi do coraz większej liczby ataków terrorystycznych, których sprawcy niczym japońscy kamikadze z czasów II Wojny Światowej, poświęcają swoje życie… byle zabić jak najwięcej ludzi. Dodatkowo na granicy amerykańsko-meksykańskiej znowu rozwija się handel, który jednak nie dotyczy narkotyków, a nielegalnego przemytu ludzi. Z czasem dla Pentagonu taki obrót spraw zaczyna sprawiać coraz większe komplikacje. Widząc to, szef wydziału ochrony James Ridley (Matthew Modine) podejmuje decyzję o wysłaniu specjalnego oddziału, którego zadaniem będzie rozpoczęcie walki z Carlosem Reyesem, mafijnym bossem, wspierającym ataki samobójcze. W związku z tym wprost z Afryki przybywa nieobliczalny Matt Graver (Josh Brolin), który dostaje żołnierzy, zabójcę sicario Alejandro (Benicio del Toro), a także zgodę na działanie bez reguł. Matt i Alejandro postanawiają więc skłócić między sobą kartele w Meksyku za sprawą porwania córki, Carlosa Reyesa, Isabeli (Isabela Moner). Cała jednak akcja jest bardzo ryzykowna i nawet drobny błąd może spowodować katastrofę. W tym trudnym czasie Matt i Alejandro będą zmuszeni do podjęcia wielu trudnych wyborów i podjęcia konfrontacji – nie tylko z wrogiem, ale i własną moralnością. Czy więc w obliczu takiego zagrożenia uda im się zachować czyste sumienie i wypełnić misję, nim dojdzie do… wojny?

Wybierając się do kina na film Stefano Sollimy, od razu można było odczuć pewną niechęć do kontynuacji. Bo choć zwiastun prezentował się naprawdę świetnie wraz z plenerami Dariusza Wolskiego i mrożącą krew w żyłach muzyką Hildur Guðnadóttir, a obsada na czele z Benicio del Toro i Joshem Brolinem skutecznie działała jak wabik, to jednak z drugiej strony „Sicario 2: Soldado” od samego początku nie wydawał się być ambitnym widowiskiem, które by miało na celu wprowadzenie czegoś nowego do kina jak w przypadku „Sicario”. Od taka zwykła nawalanka, jak z serii gier komputerowych „Call of duty”, która tylko tym razem przeniosła się czasem do współczesności na granicę amerykańsko-meksykańską. Spore niezadowolenie mogli też odczuć fani poprzedniej części, którzy film Denisa Villeneuve postrzegali jako niezależny, porażający thriller z otwartym zakończeniem… któremu jednak w żadnym stopniu nie była potrzebna kontynuacja. Dodatkowo kiedy już podjęto decyzję o zrealizowaniu drugiej części, to znowu kontrowersje mogły się nasilić – bo poza powrotem scenarzysty Taylora Sheridana reszta ekipy twórców została wymieniona – począwszy od reżysera, a skończywszy na operatorze zdjęć. W efekcie przed premierą film Sollimy wydawał się być niepotrzebny i skazany na porażkę. I choć rzeczywiście „Sicario 2: Soldado” nie dorasta do pięt poprzedniej części, to jednak ku mojemu zaskoczeniu to naprawdę wciągające kino akcji, który ogląda się z dużym zainteresowaniem i narastającym poczuciem napięcia.

Znalezione obrazy dla zapytania sicario 2 soldado 1920x1080

Spora w tym zasługa Stefano Sollimy, który widać, że chce się wzorować na poprzedniej, wzorowej odsłonie, a jednocześnie wprowadzić coś nowego do serii. Reżyser nie ma bowiem najmniejszego problemu z budowaniem napięcia i rozwijania tempa akcji, które aż może przyprawić o ból głowy (ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Ktokolwiek więc myślał, że nie uda mu się dobrze oddać klimatu filmu Villeneuve’a, a „Sicario 2: Soldado” nie będzie niczym poza zwykłym odcinaniem biletów, to z pewnością srogo się pomyli. Widać, że twórca „Gomorry” uważnie prześledził „Sicario” i zrozumiał jego geniusz oparty na budowaniu napięcia i tworzenia wokół oglądającego wyczuwalnego i niemal namacalnego odczucia zagłębienia się w głęboką, ciemną otchłań, gdyż wiele tutaj scen sprawia wrażenie dziwnie podobnych i bliźniaczych do tych znanych nam z poprzedniej części. Nie ma w tym jednak niczego złego, gdyż Sollima nie ma najmniejszego zamiaru powielania tej samej historii, a pokierowania jej w inne, jeszcze bardziej niebezpieczne rejony, dzięki czemu jego film mógłby się odróżniać od pozostałych, typowych „akcyjniaków”. Jest to więc nie tylko radość dla fanów „Sicario”, którzy mogą znowu odczuć podobne znakomite budowanie napięcia, ale i nowych widzów, którzy nie widzieli poprzedniej części, aby również mieli szansę na odczucie na samym sobie gęstniejącego mroku, chwytającego aż za gardło… który jednak inaczej niż w filmach DC, tutaj jest w pełni potrzebny i pożądany.

Pod względem samych scen akcji „Sicario 2: Soldado” na nic nie ustępuje poprzedniej części, a nawet bym powiedział, że ją znacznie przewyższa. Sollima ma bowiem widoczny dar do kręcenia żywych, mocnych i przyprawiających o dreszcze szybkich wymian ognia pomiędzy dwoma stronami konfliktu, gdzie jednak swoją brutalność nie wyraża poprzez wulgaryzmy, czy wszędzie tryskającą krew, a kolejne wystrzeliwanie pocisków i budowanie odczucia mrocznej aury wokół pobojowiska, które jednak zamiast jasnej, szarej atmosfery, przynosi jedynie mrok. Momentów takich strzelanin i pojedynków w kontynuacji „Sicario” jest jeszcze więcej, ale od pierwszych scen można łatwo zauważyć jedną, zasadniczą różnicę w budowaniu scen akcji, polegającą na tym, że w porównaniu do filmu Villeneuve’a, tutaj głównie skupiamy się tych na starciach fizycznych i siłowych, a nie psychicznych, które znacznie mocniej i przede wszystkim dłużej oddziałowują na oglądającym. Fakt faktem, że taka zmiana niekoniecznie jest zła bo dzięki temu tempo akcji jest znacznie szybsze, ale z drugiej strony brakuje w tym wszystkim jakiegoś głębszego wejrzenia w działania poszczególnych bohaterów, jak miało to miejsce w przypadku poprzedniej odsłony. Przez to „Sicario 2: Soldado” pełni wyłącznie rolę tego brutalnego i mocnego, ale jednak kina akcji, a nie widowiska, które by zmusiło widza do jakiejś refleksji. Jeżeli jednak komuś wystarcza w pełni podwyższona dawka adrenaliny, to z pewnością nie będzie zawiedziony bo sceny akcji w tym filmie są rzeczywiście na wysokim poziomie.

 Znalezione obrazy dla zapytania sicario 2 soldado 1920x1080

Tym bardziej, że samo napięcie jest tutaj wyczuwalne już od pierwszych scen, gdy armia żołnierzy ściga nielegalnych uchodźców, próbujących się dostać nielegalnie na drugą stronę granicy. Tak w zasadzie to w „Sicario 2” ciągle się coś dzieje. Nawet kiedy nie dochodzi do scen akcji, to wyczuwamy w głębi duszy, że zaraz może do tego dojść. Taki efekt niepokoju jest możliwy głównie za sprawą wprowadzenia genialnego wątku terrorystycznego. W tym miejscu na spore pochwały zasługuje scenarzysta poprzedniej części, Taylor Sheridan, który widać, że ma pomysł na ten film i wie, jak go zrealizować. Już sam wątek poświęcony atakom terrorystycznym wbija w fotel bo sceny te są niezwykle emocjonujące i odtworzone realistycznie. Bardzo ciekawie został przedstawiony sam obraz terroryzmu postrzeganego przez Rząd. Jak mówi w jednej ze scen szef wydziału ochrony, James Ridley: „Aktualna definicja terroryzmu to osoba lub grupa, która stosuje przemoc, by osiągnąć polityczny cel„. A zaraz potem decyduje się na wdrożenie specjalnego zespołu, który również stosuje przemoc i chce osiągnąć polityczny cel. Ciekawe spojrzenie, przywodzące na myśl dwie strony medalu. Sheridan to uzdolniony scenarzysta, który nie idzie w banały, a stara się zbudować coś nowego. Z szacunkiem traktuje on poprzednią odsłonę, o czym udowadnia, gdy w scenie przejazdu konwoju można zauważyć liczne do niej nawiązania. Niestety: poprzez przesiąknięcie fabuły licznymi scenami akcji końcówka sprawia wrażenie przewidywalnej, absurdalnej i… w efekcie rozczarowuje.

Znalezione obrazy dla zapytania sicario 2 soldado 1920x1080

I tak jak Taylor Sheridan doskonale oddaje ducha „Sicario” i buduje napięcie historii, tak już sam temat przemytu ludźmi zupełnie mu się nie udaje. Przede wszystkim napisanie pobocznego wątku dla postaci Miguela, nastoletniego Meksykanina jest zabiegiem nietrafionym. Problem w tym wątku polega na tym, że toczy się on bocznym torem i przez dłuższy czas sprawia wrażenie zupełnie niepotrzebnego, a dodatkowo burzy harmonię szybkiej akcji. W „Sicario” skupialiśmy się na jednej, głównej historii Kate. Tutaj zaś w „Soldado” mamy rozdrobnienie na 2 tematy, które jednak nie łączą się ze sobą i co najgorsze – widać w nich różnicę poziomu. Nie tylko bowiem historia Miguela nudzi, ale i jest wtórna bo w wielu już filmach widzieliśmy nastoletnich przestępców w mafiach. A i wcielającemu się w chłopca Elijahowi Rodriguezowi zupełnie brak charyzmy. I dopiero pod koniec wątek Miguela splata się z główną akcją i zyskuje jakieś znaczenie – ale to już za późno. A szkoda, bo widać, że Sheridan miał pomysł na tą historię, ale zupełnie nie wykorzystał jej potencjału.

Ciekawie przedstawia się natomiast główna historia, dotycząca akcji Alejandro i Matta. Już sam pomysł by nie rozbijać gangu Carlosa Reyesa, a zamiast tego porwać jego córkę, jest na swój sposób rewolucyjny. Szkoda jednak, że nie mieliśmy szansy poznać tego meksykańskiego bossa i sami zobaczyć konfliktu pomiędzy gangami, bo takie sceny z pewnością by jeszcze mocniej zbudowały klimat tej opowieści, a dodatkowo ukazałyby bliżej jak funkcjonują kartele w Meksyku. Mam jednak nadzieję, że w końcu Reyesa poznamy w kolejnej odsłonie, a sam temat gangów zostanie lepiej przedstawiony. O scenach akcji już przedtem wspominałem, ale została tu też bardzo ciekawie rozpisana relacja pomiędzy Alejandro, a porwaną córką, Isabelą, która przypomina więź pomiędzy ojcem, a córką. To kolejne ciekawe spojrzenie, ukazujące jak wielowymiarową postacią jest bohater grany przez rewelacyjnego Benicio del Toro. Wraz z towarzyszącą mu młodziutką Isabelą Moner tworzą udany duet, który rozwija obu z nich i aż szkoda, że nie ma ich więcej wspólne na ekranie. Z udziałem Alejandro odbywa się tu też chyba najlepsza scena w filmie, gdy spotyka on głuchoniemego rolnika i z nim rozmawia na migi, a później wyjaśnia, skąd zna ten język. I w zasadzie Alejandro to niemal do samego końca postać idealnie rozpisana i zagrana, ale pod koniec dochodzi do pewnego zaskakującego i niedorzecznego zwrotu akcji… który niestety zupełnie niszczy to dobre wrażenie.

Znalezione obrazy dla zapytania sicario 2 soldado 1920x1080

Od strony wizualnej „Sicario 2: Soldado” to natomiast najwyższa półka. Co najbardziej niesamowite, po odejściu z obsady autora zdjęć Rogera Deakinsa, kompozytora Jóhanna Jóhannssona, czy montażysty Joe Walkera… teraz prawie nie odczuwa się większej straty. Zasługa w tym przede wszystkim leży po stronie nowego zespołu, ale i reżysera, Stefano Sollimy, który bardzo umiejętnie dobrał nowy skład. Szczególnie pod względem budowania klimatu znowu zaimponował nasz polski operator, Dariusz Wolski, który już po raz któryś z rzędu, udowadnia, że nie bez przyczyny jest jednym z najlepszych w swoim fachu. Jego ujęcia i szerokie plenery surowego krajobrazu meksykańskiego autentycznie budują napięcie, a sceny strzelanin są nakręcone z dużą dawką adrenaliny. Świetnie spisali się też dźwiękowcy i nowy montażysta bo nie udałoby się oddać takiego niezwykłego doznania przyspieszającej akcji, gdyby nie fakt, że wygląda ona bardzo realistycznie. Mnie osobiście jednak najbardziej zachwyciła muzyka autorstwa młodej kompozytorki, Hildur Guðnadóttir… choć określenie „zachwytu” niekoniecznie tu pasuje. Ta ścieżka dźwiękowa znakomicie bowiem buduje napięcie, ale jednocześnie tworzy aurę ciągłego niepokoju, co u widza może jedynie spowodować dreszcze i mokry pot. Ale o to chodziło i dlatego nie mam nic do zarzucenia bo Guðnadóttir fantastycznie wykonała swoją robotę, jednocześnie oddając w niej piękny hołd dla zmarłego już kompozytora „Sicario”, Jóhanna Jóhannssona.

Obsada w „Sicario 2: Soldado” stoi na dość przyzwoitym poziomie… ale tylko przyzwoitym. Wcielający się bowiem w rolę sicario, zabójcę Alejandro Benicio del Toro znowu kradnie całe show dla siebie. Jego specyficzny sposób gry aktorskiej oparty na jak najmniejszej gestykulacji, ciągłym nieodpartym spokoju, czy tajemniczą mimiką z charakterystycznym jednym opadającym okiem wciąż robi niesamowite wrażenie na oglądającym i budzi niepokój. Wraz z zaś rozwinięciem tej postaci poprzez kolejne spojrzenie na jego dramatyczną przeszłość, postać byłego prawnika jest zdecydowanie najbardziej wielowymiarową ze wszystkich… i w ten także sposób najbardziej intrygującą. Ale sam tytuł wskazuje, że ten film będzie o soldado, czyli o żołnierzach. i najważniejszym z nich jest grany przez Josha Brolina Matt Graver – komandos, który posłusznie wykonuje wszystkie swoje zadania, nie stroniąc przy tym od brutalizmu i szantażu. W tej jednak części zostaje on zmuszony do podjęcia wielu trudnych decyzji, a także zmierzenia się z własnym sumieniem, które jak się okazuje nawet taki żołnierz z groźną miną posiada. Ten konflikt z moralnością Matta został tu udanie przedstawiony, co wynika jednak głównie z faktu świetnej gry Josha Brolina, do którego zdecydowanie należy ten rok. Najpierw znakomita rola Thanosa w „Wojnie bez granic”, później Cable w „Deadpoolu 2”, a teraz jeszcze występ tutaj… naprawdę Brolin ma świetną passę i oby trwała ona jak najdłużej. Z pozostałej jednak obsady jeszcze tylko młoda Isabela Moner dumnie prezentuje się wspólnie z sicario i soldado w roli córki Carlosa Reyesa, Isabeli, gdyż gra bardzo naturalnie i ma całkiem niezły charakterek. A pozostała część obsady? Niestety, ale wypada już bardzo przeciętnie. Jeffrey Donovan w roli wspólnika, Matta, Steve’a pojawia się tutaj bowiem tylko na parę chwil, Matthew Modine (Stranger Things) wygłasza jedną przemowę o terrorystach, a Manuel Garcia-Rulfo (Siedmiu Wspaniałych) nie pokazuje niczego większego. Poza tym również Elijah Rodriguez jako młody przestępca Miguel nie spisuje się zbyt dobrze, ale i tak szczytem nijakiej gry aktorskiej pozostaje Catherine Keener (Uciekaj!), która kolejną swoją rolę odgrywa w ten sam nudny sposób.

Znalezione obrazy dla zapytania sicario 2 soldado 1920x1080

Podsumowując, „Sicario 2: Soldado” to zaskakująco dobry film, który warto obejrzeć bo nie tylko świetnie buduje on napięcie od początku do samego końca, ale ma też bardzo dobre i emocjonujące sceny akcji, czy fantastyczną stronę wizualną (godną nominacji do Oscarów) na czele z niesamowitymi zdjęciami autorstwa Dariusza Wolskiego, czy mrożącej krew w żyłach muzyki Hildur Guðnadóttir. W tym jednak wszystkim ciężko nie odczuć, że widowisko Stefano Sollimy pełni już wyłącznie rolę sequela z powtarzającą się już zasadą – więcej i mocniej. Niestety, ta siła nie w pełni się dobrze sprawdza bo gdy scenarzysta Taylor Sheridan próbuje w nim poruszyć jakiejś poważniejsze tematy, to nie do końca mu się to udaje. Pod względem fabularnym nie jest to więc nic specjalnego, co by mogło zmienić kino jak miało to miejsce w przypadku „Sicario” trzy lata temu. Pojawiają się tu też pewne błędy, głównie dotyczące momentami kulejącej fabuły, niepotrzebnego wątku Miguela, czy w końcu absurdalnej końcówki.

Film Stefano Sollimy to więc dość udany thriller i Ci, którzy liczyli po nim na szybką akcję i sporą dawkę adrenaliny, to z pewnością będą w pełni usatysfakcjonowany. Niestety w porównaniu do poprzedniej części, jest on zwykłą kontynuacją, którą choć na pewno dobrze się ogląda, to jednak brakuje tutaj jakiejś przeciwwagi (jak postać Kate w „Sicario”), czy poruszenia trudniejszych tematów, które by ukazały oglądającemu, że wojna wciąż trwa i jest teraz jeszcze bardziej niebezpieczna. „Sicario 2: Soldado” to słowem mówiąc solidna, żołnierska robota, w której funkcjonuje reguła Guerra sin reglas – Wojny bez zasad, gdzie choć każdy wykonuje swoje zadania, to jednak zupełnie nie wiadomo, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. I w każdym momencie można zostać zmuszonym do wykonania brudnej roboty wbrew etyce. Kluczem jednak do sukcesu w tejże sytuacji jest kierowanie się własną moralnością bo choć na tak brutalnej wojnie trzeba łamać zasady, to jednak najważniejsze w tym wszystkim jest to, by nie stać się sicario lub soldado, a pozostać człowiekiem z własnym honorem, wartościami i zasadami – i to nawet jeśli będzie trzeba za to zapłacić najwyższą cenę.

Ocena Filmaniaka:

7-/10

2000px-3.5_stars.svg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s