„W otchłani ludzkiej autodestrukcji” – recenzjo-analiza miniserialu „Patrick Melrose”

Uwaga! W poniższym tekście mogą się pojawić spoilery!

Bądź szczęśliwy. Szanuj życie. Myśl o drugim człowieku. Pomagaj mu. Dbaj o swoje zdrowie… Nie bądź samotny. Chyba każdy chciałby taki być. Żyć bez jakichkolwiek problemów. Nie mieć żadnych ograniczeń, kłopotów, ani konfliktów. Krótko mówiąc: mieć idealne życie. Za taki raj na Ziemi można by było oddać wszystko. Ale to wszystko… jest niemożliwe. Z samej bowiem natury jesteśmy nieidealni i zdarza nam się zrobić coś, czego później głęboko żałujemy. Pewnie nie należy siebie obwiniać za to, że popełniamy błędne wybory – bo nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć. Trudno jednak nie odczuć, że człowiek pomimo tej wiedzy, chce być z reguły idealnym i robić wszystko jak najlepiej. Powstają zasady i prawa, których należy przestrzegać. A jak brzmi zasada, która określa możliwość szczęśliwego życia?

Wydaje się, że nie ma na to ściśle określonej formuły, choć człowiek powinien żyć w grupie. Może to więc kontakt z drugim człowiekiem określa nasze szczęście? A jeśli tak to może jego zasada powinna brzmieć jak w przykazaniu miłości: „Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich myśli swoich, a bliźniego swego jak siebie samego„. Ale co jeśli człowiek… nigdy w swoim życiu takiej miłości nie zaznał? Od początku życia był krzywdzony i nie mógł na nikogo liczyć? Czy on również ma szansę na to by poczuć się szczęśliwym, potrzebnym i kochanym a może… jest skazany na wieczne cierpienie i ból? A tacy ludzie też istnieją. Jednym z nich jest główny bohater najnowszego miniserialu HBO. Patrick Melrose to samotnik, który na nikogo nie może liczyć, sam nie chce się przed nikim otworzyć i skrywa… liczne sekrety, dotyczące jego bolesnej przeszłości. Ekranizacja książki Edwarda St Aubyna podejmuje w swojej tematyce liczne trudne tematy takie jak przemoc, używki, czy samotność, ale porusza jednocześnie motyw miłości, szczęścia i próby ukojenia swojego bólu. Z jednej strony miniserial w reżyserii Edwarda Bergera nie jest wcale niczym nowym dla świata kina, ale z drugiej to także bardzo wnikliwe i dokładne spojrzenie na psychikę człowieka, który będąc na samym dnie, usilnie próbuje odnaleźć sens swojego życia. Tylko gdzie wówczas tkwi klucz do odnalezienia miłości? I jak brzmi treść prawdziwego… przykazania życia szczęśliwego? Czy ono w ogóle istnieje?

Głównym bohaterem tej produkcji Showtime i Sky Antlatic, wyświetlanej na kanale HBO jest nie kto inny jak tytułowy Patrick (Benedict Cumberbatch) – mężczyzna pochodzący z arystokratycznego rodu Melrose. Wychowany na ciężkich warunkach już w dzieciństwie musiał się zmierzyć z osamotnieniem i brakiem poczucia bezpieczeństwa. Najgorsza jednak w tym wszystkim była jego rodzina… na czele z przerażającym ojcem Davidem (Hugo Weaving), który znęcał się nad nim fizycznie i psychicznie, a także jego własną matką, Eleanor (Jennifer Jason Leigh), która obawiając się gniewu swojego męża, oddalała się od syna i nie pomogła mu ukoić bólu. Blisko kilkadziesiąt lat później, a dokładniej mówiąc w 1982 roku z powrotem poznajemy Patricka – teraz już jako dorosłego, który jednak swoje kolejne beznadziejne dnie wypełnia piciem alkoholu i zażywaniem najróżniejszych narkotyków. Życie jego tak właściwie można by określić krótko: Katastrofa. Lecz w tym momencie dochodzi do niego wiadomość: Zmarł jego ojciec. Jaka jest więc na to reakcja Patricka? Normalnie, powinien pojawić się smutek… bo w końcu stracił bliską osobę. Ale tutaj nic nie jest normalne. Reakcja naszego bohatera przedstawia się więc w formie śmiechu, zażycia kolejnych narkotyków i szerokiego uśmiechu. Wraz z tą informacją w życiu Patricka rozpoczyna się kolejny etap – próba powrotu z samego dna. Tylko czy jest to w ogóle możliwe? Czy kolejne zmiany w jego życiu są w stanie raz na zawsze uwolnić go od traumatycznych wspomnień z dzieciństwa, nałogów i poczucia samotności? A może jest już skazany na wieczne cierpienie i zagłębienie się w coraz głębszą otchłań… własnej autodestrukcji?

„Patrick Melrose” nie jest przyjemnym serialem. Mówię to, będąc tego w pełni świadomy, gdyż ja sam miałem spore problemy z obejrzeniem pierwszego odcinka. Dyskomfort w oglądaniu oddaje już sama otwierająca scena, w której do Patricka dzwoni telefon, a głos w nim spokojnie i z ostrożnością informuje, że David Melrose umarł. A co na to nasz główny bohater? Przed śmiechami, radością i niepohamowanym gniewem, trzyma przedtem strzykawkę z heroinę i zdaje się mieć gdzieś to co do niego jest mówione… bo w tym momencie najważniejsza jest dla niego strzykawka i tylko się ona liczy. Nic więcej. Takie pokazanie nałogu Patricka już na samym początku sprawia spory problem bo od razu poznajemy go jako szaleńca, którego nie da się zrozumieć. Nie wpisuje się on jednak w typowy stereotyp chudego anorektyka z pociemniałymi oczami, nafaszerowanego narkotykami. Wręcz przeciwnie. Pomimo swojego narastającego nałogu Patrick to wciąż niezwykle elegancki, atrakcyjny i bogaty mężczyzna, który wynajmuje nocleg w pięciogwiazdkowym hotelu, chodzi do najdroższych restauracji i wszędzie jest odwożony taksówką. Takie zaprzeczenie postaci osoby uzależnionej znowu powoduje dyskomfort… i czujemy się, jakbyśmy byli w jakimś innym świecie. Świat przedstawiony w pierwszym odcinku tego miniserialu przeraża i odpycha od siebie widza swoją brutalnością (i to nawet pomimo tego, że nasz bohater podróżuje do znanych miast takich jak Nowy Jork czy Londyn), ale jednocześnie intryguje… tak że w efekcie ogląda się go dalej z narastającym zainteresowaniem i pewnego rodzaju… fascynacją.

Znalezione obrazy dla zapytania patrick melrose 1920x1080

„Bad News”

Główna w tym zasługa niezwykłej dynamiki, jaką oferuje nam pierwszy odcinek. Wszystkie wydarzenia i kolejne sceny z życia Patricka rozgrywają się tu bowiem w piorunująco szybkim tempie, tak że nie mamy czasu na jakiekolwiek zatrzymanie się lub okazję do zamyślenia. Z pewnością nie jest to łatwe dla oglądającego bo patrzenie na zażywanie kolejnych narkotyków, zaburzeń umysłu, nagłych ataków złości czy rozpaczy do najprzyjemniejszych obrazów nie należy. Twórcy zdecydowali się tutaj na zdecydowanie zbyt wielki brutalizm w ukazaniu choroby Patrick, który w efekcie może albo zaintrygować albo skutecznie zniechęcić widza do oglądania dalszych odcinków… takie działanie jest jednak celowe. Twórcy „Patrick Melrose” nie próbują nam bowiem wciskać kłamstwa i piękne stereotypy, a zamiast tego wyraźnie chcą pokazać realizm takiego uzależnienia i wbrew pozorom, ale to ma sens, ponieważ w ten sposób przynajmniej wiemy, z jak wielką chorobą i walką będzie się musiał zmierzyć nasz bohater. Z początku Patrick wydaje się być zabawną osobą, ale gdy dochodzimy do tematu jego narkotyków to naraz przestaje się robić zabawnie. Nie bez przyczyny pierwszy odcinek nazywa się „Bad news” – bo rzeczywiście stan Patricka w nim jest delikatnie mówiąc… zły. Budzi on też największe kontrowersje swoim brutalizmem co nie zmienia jednak faktu że twórcy doskonale ukazali w nim rozpacz głównego bohatera. Gdy więc na końcu mówi on na skraju wytrzymania, że skończy z narkotykami (a zaraz potem dzwoni po kolejne)… to naprawdę aż żal może się zrobić Patricka, który widać że się stara, ale walka z nałogiem… niestety nie jest wcale taka prosta.

 

„Never mind”

Kto więc wytrzymał pierwszy epizod w otoczeniu heroiny, alkoholu i znakomitych kwestii narkomana w wykonaniu Benedicta Cumberbatcha, to dla jego szczęścia w drugim nie mamy już tu do czynienia z takim „dynamizmem”. Zamiast tego otrzymujemy w nim szansę na zrozumienie koszmarnego dzieciństwa Patricka. Już w pierwszym odcinku widać było, że Patricka z ojcem łączyły niezdrowe relacje – czego szczególnym upustem było rzucanie przez tego pierwszego szczątkami drugiego zamkniętymi w skrzynce po całym pokoju hotelowym. Było to na pewno intrygujące… ale i niezrozumiałe. W drugim odcinku dostajemy zaś więcej odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Poznajemy młodego Patricka, jego arystokratyczną rodzinę i piękny, letniskowy domek niczym wyjęty z pocztówki z południowej Francji. Szczególną uwagę zwracają tu jednak relacje pomiędzy poszczególnymi członkami rodu Melrose. Matka Eleanor widocznie kocha swojego syna, ale nie chce mu pomóc ukoić bólu… Dlaczego? Bo boi się własnego męża, którego też kocha… To z kolei sprawia, że David w pełni obejmuje kontrolę nad synem, Patrickiem i może go skrzywdzić. Mamy tu więc do czynienia z pewnego rodzaju trójkątem – w którym każdy z boków jest zestawiony w nieprawidłowej sekwencji. W efekcie żaden z kontaktów nie jest tu normalny, a najbardziej na tym cierpi mały Patrick – w którego rolę dziecięcą znakomicie z wyczuciem wciela się Sebastian Maltz. Prawdziwym jednak dyktatorem tego odcinka i tak pozostaje David, który w wykonaniu Hugo Weavinga (trylogia „Matrix” i „Władcy Pierścieni”) faktycznie wzbudza niepokój widza… i to zwykłymi czynnościami takimi jak palenie fajki. Jednakże jego głos, rozkazy względem syna, czy nieczyste czyny w czasie kolacji z gośćmi… kreują go na bohatera odpychającego i przerażającego. W ten sposób po 2 odcinku jesteśmy już w stanie zrozumieć słuszny gniew Patricka skierowany do ojca… który wyrządził mu krzywdę i to psychiczną i… fizyczną.

Znalezione obrazy dla zapytania patrick melrose 1920x1080

„Some hope”

Po tym zdecydowanie dramatycznym i przygnębiającym odcinku, Edward Berger widocznie chce rozluźnić nieco atmosferę i dać oglądającemu nadzieję na to, że jeszcze nie wszystko jest skończone. Stąd 3 epizod nazywa się właśnie „Some hope” – co oznacza tyle samo co „odrobina nadziei”. I rzeczywiście, trzeci odcinek „Patricka Melrose” działa motywująco na widzu bo widzimy tu usilną próbę naszego bohatera by wyjść na świat ludzi, a jednocześnie podjąć walkę ze swoim narkomaństwem i alkoholizmem. Ten proces przemiany zachodzi na imprezie w wilii u Scottów, gdzie Patrick po raz pierwszy pokazuje się ludziom od czasu swojego zapadnięcia w chorobę. Wspomaga go w tym jego jedyny przyjaciel, psycholog Johnny Hall (Prasanna Puwanarajah), który widać, że chce pomóc naszemu bohaterowi. Scenarzysta David Nicholls doskonale rozpisał relację pomiędzy tymi dwojga, opartą na wzajemnym zaufaniu, ale i subtelnym humorze, który udziela się także i u oglądającego. Prawdziwą jednak wisienką na torcie w jego wykonaniu  jest akcja podczas imprezy, która bez dwóch zdań jest najlepszą sceną ze wszystkich 5 odcinków. Nie brakuje tu bowiem niczego – sarkastycznego humoru, pozornie uprzejmego wymieniania zdań, pięknych strojów, kłótni arystokratów, miłosnego spotkania Patricka z dawną znajomą Julią (Jessica Raine), czy w końcu interesująco rozpisanych postaci drugoplanowych. Na czele wśród nich znajduje się bardzo intrygujący wątek poświęcony pani domu, Bridget Watson Scott.  Ta kobieta tylko z pozoru wydaje się mieć wszystko – dom, pieniądze i rodzinę, ale w rzeczywistości wcale nie jest szczęśliwa bo mąż ją zdradza, a sama nie może znaleźć czasu dla swojej córki i matki. Niezwykle ciekawa postać i tym bardziej szkoda, że było jej tak mało na ekranie bo wcielająca się w nią epizodycznie Holliday Grainger jest wprost cudowna i niesamowita. Ale i tak najważniejsza scena w kontekście tego odcinka dotyczy Patricka, gdy ten pod koniec… pierwszy raz na głos wypowiada przyjacielowi Johnny’emu… że w dzieciństwie był gwałcony przez swojego ojca. Wiem, to spoiler. Ale po pierwsze: dało się go odgadnąć już po 1 odcinku. A po drugie, ta kwestia jest kluczowa w mojej analizie, bo to dzięki temu udało mu się w końcu otworzyć na ludzi i wykonać pierwszy krok do przodu, by dać sobie nadzieję na lepsze jutro.

Znalezione obrazy dla zapytania patrick melrose 1920x1080

„Mother’s milk”

Niestety w kontekście kolejnego odcinka takie rozluźnienie nie do końca dobrze się sprawdziło, co wynika głównie z tej przyczyny, że odcinek ten nie tylko można zaliczyć do najnudniejszego, ale i najmniej wnoszącego do całości. Bo co się tutaj dzieje? Przenosimy się w czasie o kilkanaście lat do przodu by zobaczyć jak Patrick przyjeżdża na wakacyjny odpoczynek wraz… ze swoją żoną, Mary (Anna Madeley), którą poznał podczas balu u Bridgett i trójką dzieci. Już samo takie ukazanie przyszłości powoduje dyskomfort w oglądaniu bo dotąd kreowanie czasem Bergerowi wychodziło bez zarzutów. Tutaj natomiast reżyser zaburzył kompozycję, a także spójność historii. Początkowo więc trudno przystosować się do myśli, że Patrickowi tak łatwo po tym balu było założyć rodzinę i oderwać się od nałogu. Wraz z jednak powrotem do swojego dawnego domu, z powrotem budzą się w nim widma przeszłości… i drastyczne wspomnienia. Samo ukazanie rodziny Patricka odbywa się w tym odcinku bez jakiejkolwiek głębszej analizy – Anna Madeley w roli żony, Mary dwoi się i troi i zwraca na siebie uwagę widza swoją niezwykle subtelną grą aktorską, ale co z tego, jeśli scenarzyści jej i Patrickowi nie poświęcają prawie w ogóle czasu i w efekcie staje się ona niestety tylko postacią poboczną. Również spotkanie z Julią (do której Patricka wciąż coś ciągnie) okazuje się niewypałem – i to ze strony głównego bohatera, ale i reżysera, który wplótł ten wątek jakby od niechcenia i rozwinął go w sposób dosyć banalny. Zdecydowanie natomiast najważniejszym z nich wydawała się być konfrontacja Patricka ze swoją chorą matką Eleanor, która pragnie odsprzedać dom i tym samym wydziedziczyć syna. Mamy tu więc powrót do ich wspomnień, który jednak okazuje się rozczarowujący bo pomiędzy matką i synem nie ma prawie w ogóle chemii i ciężko jakoś specjalnie zafascynować się ich relacją. Sama Jennifer Jason Leigh w porównaniu do poprzednich odcinków, tutaj jest jakaś beznamiętna i nawet kolejny popis aktorski gniewu Benedicta Cumberbatcha nic nie jest w stanie zdziałać. Od taki poboczny wątek, a przecież o to w ogóle nie chodziło. Matka przecież dla syna jest kimś wyjątkowym, a tu… mleko się rozlało.

Znalezione obrazy dla zapytania patrick melrose 1920x1080

„At last”

I w końcu. Ostatni, piąty odcinek, w którym ostatecznie miał zostać rozwiązany problem Patricka. Po raz kolejny mamy tu do czynienia z przeskokiem czasowym, ale w tym przypadku on specjalnie nie zaszkodził bo wszystko zostało tu sprawnie opowiedziane, a reżyser nie zgubił się i zachował należytą spójność pomiędzy poszczególnymi wątkami. Jak się dowiadujemy, tuż po rozłamie w rodzinie i stracie własnego domu, Patrick odchodzi od rodziny i znowu popada w alkoholizm. Przychodzi do specjalnej grupy i tam w tradycyjnym kółeczku opowiada… a raczej wysłuchuje inne osoby. Z kolei druga perspektywa pokazuje nam go tuż przed pogrzebem matki. Wraz z tym tematem, pojawiają się kolejne retrospekcje, które w końcu ukazuję zażyłość pomiędzy Patrickiem, a Eleanor. Prawdziwą jednak katorgą jest patrzenie na stan głównego bohatera, gdy ten pod skorupą uśmiechu i żalu, skrywa wielki gniew do matki o to, że mu nie pomogła. Dlatego gdy w otoczeniu znajomych mu twarzy – żony Mary, kochanki Julii, czy niezwykle irytującego przyjaciela jego ojca, Nicholasa Pratta (Pip Torrens) Patrick podczas mszy pogrzebowej staje do mównicy, by wygłosić przemówienie, głos mu się załamuje i mówi jedynie: „Jak ona mogła to zrobić…”. W tym ostatnim odcinku nasz bohater nie staje do walki z alkoholizmem, czy prowokującym go Nicholasem, a z własnymi demonami przeszłości – ojcem i matką. By pokonać i wyjść z choroby i otchłani swojej autodestrukcji, Patrick podejmuje desperacką próbę skończenia z bólem, który odbywa się na zasadzie… zapomnienia o nim. Zrozumienia, że David i Eleanor popełnili swoje błędy, ale to nie znaczy, że byli złymi ludźmi. Wybaczenia matce, że go opuściła. Stawienia czoła ojcu i powiedzenia jemu: „Nie!”. W ten właśnie sposób Patrick znajduje ukojenie w swoim cierpieniu i jest w stanie raz na zawsze skończyć z przeszłością, by zacząć, nowe lepsze życiu w otoczeniu osób, które go kochają, szanują i lubią. W końcu.

Znalezione obrazy dla zapytania patrick melrose 1920x1080

Miniserial od HBO zmusza do zamyślenia się nad historią Patricka i zrozumienia jego problemów i demonów przeszłości. Nie byłoby to jednak z pewnością możliwe, gdyby nie wcielający się w jego rolę znakomity Benedict Cumberbatch, który od lat mówił, że potrzeba mu zagrania jakiejś niestandardowej kreacji aktorskiej. I z całą pewnością w „Patricku Melrose” udowodnił, że jest obecnie jednym z najlepszych aktorów na całym świecie. Skąd mój tak śmiały wniosek? Cumberbatch to bowiem tak niezwykle utalentowany i wszechstronny aktor, że on wręcz perfekcyjnie zrozumiał postać Patricka i jego dramatyczną historię. Dlatego sprawnie operuje w swojej gestykulacji i słowami zarówno tonem lekko ironicznym, sarkastycznym, jak i tym załamującym serce oglądającego. Bez niego „Patrick Melrose” nie byłby w stanie aż tak trafić do widza emocjonalnie i przekonać go do swoich racji. Benedict znakomicie ukazuje tutaj wszystkie aspekty życia swojego bohatera – począwszy od tych zwykłych rodzinnych, a skończywszy w końcu na zupełnie zatrważających i mrożących krew w żyłach. Owszem, Patrick w jego wykonaniu czasem bawi, a czasem przeraża, ale nie zmienia to faktu, że jest to bez wątpienia jedna z najlepiej rozpisanych i skomplikowanych postaci w ciągu ostatnich paru lat, które mieliśmy szansę zobaczyć czy to w telewizji, czy w kinie.  Angielski aktor, wywodzący się z rodziny arystokratycznej, doskonale odgrywa tutaj każdą scenę, jest wprost bezbłędny i wbrew pozorom, ale wcale nie jest to jego podobna kreacja do tej znanej nam z „Sherlocka”. Tutaj balansuje on bowiem na wielu płaszczyznach emocjonalnych i w ten właśnie sposób przekonuje widza do siebie, tak że ten kibicuje mu do samego końca. Zupełnie nie widzę nikogo innego, kto by mógł tak świetnie spisać się w tej roli i obok kreacji Sherlocka Holmesa jest to zdecydowanie jego najlepsza rola aktorska, warta nagrodzenia wszelkimi nagrodami… bo coś takiego zrobić, to po prostu mistrzostwo.

Znalezione obrazy dla zapytania patrick melrose 1920x1080

Reasumując, „Patrick Melrose” to miniserial, który zdecydowanie warto obejrzeć i to nie tylko ze względu na znakomitą rolę Benedicta Cumberbatcha. Serial w reżyserii Edwarda Bergera to bowiem niezwykła historia o zwykłym człowieku, który z powodu strasznej i brutalnej przeszłości, teraz nie potrafi się odnaleźć w świecie, a swój ból próbuje ukryć przed wszystkimi, zażywając kolejne narkotyki i pijąc kolejny kieliszek alkoholu. Ekranizacja książki Edwarda St. Aubyna została świetnie przeniesiona na mały ekran i znakomicie rozwinęła ona wątek głównego bohatera, którego z odcinka na odcinek jesteśmy w stanie coraz lepiej zrozumieć i go szczerze polubić, kibicując mu w duszy by wyszedł w końcu na prostą drogę i zaczął wszystko od początku. „Patrick Melrose” to oczywiście przede wszystkim teatr jednego aktora – rewelacyjnego Benedicta Cumberbatcha, którego w roli Patricka Melrose’a określić można tylko jednym słowem – geniusz! Nie wszystko wbrew pozorom jest tu idealne. Bo tak jak 2, 3 i 5 odcinek scenarzystom Davidowi Nichollsowi i Edwardowi St. Aubynowi udało się rozpisać wprost idealnie, tak pierwszy bywa momentami zbyt drastyczny i kontrowersyjny, a czwarty zmarnowany i lekko rozczarowujący. Nie popisali się tu też specjalnie aktorzy drugoplanowi poza niezwykle charyzmatycznym Hugo Weavingiem i wiarygodnym w roli młodego Patricka Sebastiana Maltza. Pozostała tymczasem obsada jest dobra, ale z drugiej strony nie jest to też nic zachwycającego (no może poza uroczą Holliday Grainger), a szczególnie w tym przypadku rozczarowała Jennifer Jason Leigh. Jej relacja pomiędzy z synem Patrickiem została tutaj zdecydowanie potraktowana po macoszemu.

Z pewnością nie jest to więc miniserial dla każdego bo pełno tu mocnych scen, wnikania w duszę bohatera, ukazywania jego słabości, czy podejmowania ciężkich tematów. Nie zmienia to jednak faktu, że „Patrick Melrose” porusza wiele naprawdę bardzo ważnych wątków, ukazujących do czego może doprowadzić rozpacz człowieka, który odrzucony przez wszystkich w dzieciństwie boi się przed kimkolwiek otworzyć i mu zaufać. Dlatego też warto poświęcić mu choćby te 5 godzin, by zrozumieć co odczuwa osoba samotna, która boi się cierpieć i czuć się samotna. „Patrick Melrose” Edwarda Bergera to swoiste niezwykle emocjonalne doznanie wniknięcia w duszę bohatera tragicznego, który będąc na samym dnie otchłani własnej autodestrukcji podejmuje walkę ze swoją przeszłością i słabościami, by wyjść na górę i odnaleźć ukojenie w swoim bólu. Dlatego też warto poświęcić temu miniserialowi choćby te 5 godzin, by zrozumieć co odczuwa osoba samotna, która boi się cierpieć i czuć się samotna. W końcówce Patrickowi ostatecznie udaje się wyjść na prostą, pogodzić się z przeszłością i o niej zapomnieć. Zapewne każdy z nas ma swoje drastyczne wspomnienia lub poczucie winy, za to, że jest się nieidealną osobą. Zasada na określenie szczęśliwego życia polega więc nie na tym, by jedynie dawać innym siebie samego… ale by też ich przyjmować do własnego serca. Tylko wtedy można odnaleźć klucz do drzwi, za którymi kryje się miłość (do siebie i innych), dająca poczucie spełnienia i radości – ale już nie jest się wtedy w ciemnej otchłani, a na jasnej fali, prowadzącej wprost do prawdziwego szczęścia.

 

Ocena Filmaniaka:

8-/10

4 gwiazdki

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s