„Kamyk szczęścia” – recenzja filmu „Green Book”

I nigdy nie było na świecie dwóch mniemań jednakich, tak samo jak dwóch włosków i ziarn: najpowszechniejszą ich cnotą jest odmienność” – Michel de Montaigne

Historii, opowiadających o relacji dwóch zupełnie obcych sobie osób, pochodzących na dodatek z innych ras, było już z całą pewnością wiele. Za jedną z najważniejszych z nich należy opowieść przyjaźni niepełnosprawnego Phillipe z czarnoskórym Drissem w filmie „Nietykalni”, gdzie pomimo wielu różnic ich dzielących, udało im się znaleźć wspólny język, a swoją początkową niechęć przerodzić w uczucie, dzięki któremu udało im się wyzbyć uprzedzeń w stosunku do drugiego człowieka. Film ten ze względu na niezwykłe pokłady radości, wypływające z fabuły, zdobył wielkie uznanie na całym świecie, a widzowie dodatkowo go pokochali za uniwersalne przesłanie. W tym natomiast roku na Oscarach walczyć będzie inna z pozoru zwykła opowieść o przyjaźni czarnoskórego z białym, która podobnie tak jak w przypadku „Nietykalnych” jest oparta na prawdziwych wydarzeniach. Najbardziej niezwykła jednak przed premierą tego filmu okazała się nie być wcale historia. Za reżyserię tegorocznego „Green Booka” odpowiada bowiem Peter Farrelly, który w swojej karierze mógł się na razie jedynie pochwalić się przeciętnymi komediami na miarę „Głupiego i głupszego”, czy „Sposobu na blondynkę”. Czy więc ktoś taki jak on byłby w stanie nakręcić film, dotykający jakiegoś ważnego problemu? Wydawać by się mogło, że nie, ale jak się okazuje pozory mylą. „Green Book” to nie tylko bowiem zabawna historyjka, usiana licznymi żartami, ale przede wszystkim historia o przyjaźni dwóch ludzi, która pozostawia uśmiech na twarzy widza, jednocześnie zmuszając go także do refleksji.

Tony „Lip” (Viggo Mortensen) o ciężkim do wymówienia nazwisku Vallelonga, jest zwykłym człowieczkiem, mieszkającym w Nowym Jorku wraz ze swoją urodziwą żoną Dolores (Linda Carellini) oraz dwójką dzieci. Ten pomniejszy kiciarz oraz drobny oszust o włoskich korzeniach poza dorywczą pracą w formie ochroniarza w jednym z klubów w mieście jest także miłośnikiem doskonałego jedzenia oraz dobrych sumek pieniężnych, przelewających się na konto. Kiedy jednak pewnego dnia w wyniku niespodziewanego remontu miejsca pracy Tony traci zatrudnienie, postanawia jak najszybciej znaleźć nowe zajęcie, by tym samym mieć pieniądze na spłacenie czynszu i utrzymanie rodziny. A z tym nie powinien mieć problemu bo w całym mieście czuje się jak w domu. Ludzie znają jego, on zna ich i nawet pomimo wielu kitów, które udało mu się im wcisnąć, cieszy się dobrą sławą. Po masie nietrafionych propozycji nowych pracy lekko przysadzisty mężczyzna o pseudonimie „Wara” otrzymuje nową propozycję – a mianowicie ma zostać szoferem jakiegoś doktora Dona Shirleya (Mahershala Ali). Ten jednak wbrew jego początkowym myślom, nie okazuje się być białym chirurgiem, przyjmującym klientów w gabinecie, a czarnoskórym pianistą, mieszkającym w bogatym pokoju. Proponuje on Tony’emu dobrze płatną pracę, polegającą na przewiezieniu go bezpiecznie w trasę koncertową. Warunek jest tylko jeden: na dwa miesiące musi opuścić dom i rodzinę. „Wara” początkowo niechętnie, ale ostatecznie przyjmuje jego propozycję i w ten sposób wyrusza w podróż, która na zawsze odmieni jego życie… A wszystko to w otoczeniu tytułowej książeczki „Green Book”, świetnej muzyki klasycznej oraz… dobrego jedzenia.

Prawdziwa przyjaźń to jedna z najpiękniejszych rzeczy, która może się przytrafić człowiekowi w ciągu jego życia. Z pozoru to zdanie brzmi zupełnie banalnie, jak jakiś stereotyp, wygłaszany po raz setny przez znużonego psychologa lub zwykła propaganda, wypisana w młodzieżowej gazetce, która próbuje w swoich kolejnych artykułach opisać problemy typowego nastolatka. W rzeczywistości jednak sentencja ta skrywa w sobie prawdę… i tylko prawdę. Każdemu bowiem potrzebny jest drugi człowiek, który mógłby wygłupić się dla jakiegoś głupiego żartu, następnie wspólnie coś zjeść, posłuchać muzyki, radować się w chwilach szczęścia, a pocieszać w momentach smutków. A w tym wszystkim także na chwilę przysiąść i porozmawiać jak człowiek z człowiekiem o jakimś trudniejszym temacie. I jednemu nawiązanie tej nici porozumienia przychodzi łatwiej, a drugiemu trudniej. W świecie, w którym na pierwszym miejscu liczy się odniesienie sukcesu albo zdobycie popularności, o przyjaźń naprawdę jest ciężko. A gdy dochodzi do tego jeszcze brak akceptacji ze strony drugiej osoby wyłącznie z powodu wiary, wyznawanych wartości, wyglądu, bądź koloru skóry, ta przyjaźń może się przerodzić w nienawiść. Dla niej jednak nie istnieją wbrew pozorom żadne granice, co doskonale odzwierciedla historia Tony’ego oraz Dona – którzy absolutnie w niczym siebie nie przypominają. W takiej odmienności istnieje jednak pewne piękno, które wręcz zdaje się być główną siłą „Green Booka” – filmu, w którym pomimo wielu poruszanych ciężkich problemów od początku do samego końca króluje… przyjaźń i dobro.

Znalezione obrazy dla zapytania green book 1920x1080

Gdyby jednak na chwilę bliżej spojrzeć na głównych bohaterów tego filmu, to naprawdę ciężko byłoby uwierzyć w możliwość powstania między tymi dwoma panami nici tak silnej, że nie byłyby jej w stanie przełamać żadne uprzedzenia, bądź przeciwności losu. Pierwszym bowiem z nich jest typowi włoski „makaroniarz” Tony o zwykłym guście muzycznym i jedzeniowym, mieszkającym w zwykłym domku, położonym w Nowym Jorku, który dodatkowo żyje według zwykłego, nakreślonego przez siebie sposobu – gdzie nie istnieją żadne zahamowania, czy wątpliwości. Jak sam mówi w jednej ze scen jego ojciec nauczył go by każdą czynność wykonywać w 100% – a co za tym idzie powstaje pewna zasada: gdy śpisz, to śpisz, gdy pracujesz, to pracujesz, a gdy jesz, to… po prostu jesz. Tony to taki swój chłopak z ulicy, z którym większość oglądających może się bardzo szybko utożsamić i bez problemów go polubić ze względu na jego bardzo optymistyczne nastawienie do świata i prawdziwość w wykonywaniu każdej czynności – nawet jeśli dla kogoś innego wyda się ona niesłuszna. Drugim zaś z tej pary jest Doktorek Don – czyli wieczny idealista, dążący za każdym razem do perfekcji, który nie ufa każdemu nowo spotkanemu człowiekowi jak Tony i ma do tego powody. Jest wielkim fascynatem muzyki klasycznej, nigdy nie zje żadnego posiłku bez sztućców i talerza, a dodatkowo żeby w trakcie jazdy nie zmarzły mu nóżki, kładzie na kolana kocyk. W tym jednak wszystkim jest może i bogatym, ale samotnikiem, którego w pokoju nie wypełnia żadna dusza, no może poza masą dziwnych i zupełnie zbędnych akcesoriów. Jak sam mówi w jednej z najbardziej emocjonalnych scen: skoro nie jest ani wystarczająco biały, ani czarny, to kim jest? I oba te zupełnie od siebie odmienne światy się ścierają, dając początek niezwykłej przyjaźni. Historia ta z pozoru wyda się widzowi początkowo bardzo dziwnie zbliżona do „Nietykalnego”, ale w porównaniu do tego francuskiego filmu, Peter Farrelly porusza tu także wątek dyskryminacji czarnoskórych. Temat aktualny, to i film aktualny. I faktycznie bo „Green Book” to historia, która wzrusza, bawi i może zainteresować niemal każdego.

Powstanie tak niezwykłej przyjaźni nie byłoby jednak możliwe, gdyby zarówno Tony, jak i Don byli od samego początku zbyt dobrze nastawieni w stosunku do siebie. Wręcz przeciwnie. Gdy w jednej z pierwszych scen do żony „Wargi”, przychodzi dwójka zwykłych czarnoskórych mechaników, można zaobserwować pewną bardzo ciekawą sytuację. Wraz z bowiem z przyjściem pana domu, zastaje w nim niemal wszystkich mężczyzn ze swojej rodziny, którzy przyszli tutaj, by jak sami mówią „towarzyszyć Dolores”, a w rzeczywistości tylko siedzą przed telewizorem, oglądając rugby i tym samym chyba urządzając konkurs na najgłośniej wyrażane emocje w trakcie meczu. Nietrudno jednak odczytać prawdziwy sens ich wizyty w ramach tak zwanej posługi „ochrony członka rodziny”. Sam Tony również jednak nie jest lepszy. Gdy kochana jego żona częstuje dwójkę przybyłych mechaników lemoniadą, ten zaraz po ich przyjściu wyrzuca kubki, z których pili, do śmieci. O wiele jeszcze gorzej przedstawia się natomiast ta sytuacja na południu Stanów Zjednoczonych, gdzie poziom braku akceptacji w stosunku do czarnoskórego jest tak wysoki, że zmuszeni są oni do używania innych ubikacji, a także jedzenia i noclegowania w specjalnie określonych miejscach. Stąd właśnie wziął się tytuł „Green Book”, który zapewne mógłby się wydać widzowi niczym innym jak książką, na podstawie której powstał film. W rzeczywistości jednak to spis specjalnych restauracji oraz hoteli, gdzie mogą się zatrzymać osoby czarnoskóre w trakcie podróży. I to niby nie jest poniżenie rasy? Gdy człowiek, tak jak Don, chciałby wejść do sklepu, aby kupić zwykły garnitur, ale nie może tego zrobić ponieważ jest czarnoskóry? A wszystko to jest tym bardziej bolące… bo to prawda. I tylko prawda. Peter Farrelly odważnie, ale rzeczowo podejmuje w swoim najnowszym filmie temat rasizmu i dyskryminacji osób czarnoskórych. Nie zapomina on jednakże o fabule, w której rozwija dwa różniące się od siebie portrety osób, których połączyła wspólna podróż. I to wychodzi mu naprawdę świetnie.

Green Book

Wątek dyskryminacji został więc tu zgrabnie wpleciony w główną treść fabuły, w której niezwykle ważną rolę odgrywa wzajemne poznawanie świata. „Green Book” wbrew pozorom nie opowiada bowiem zwykłej historii o podróży, w trakcie której przez ponad 1,5 godziny jesteśmy świadkiem filozoficznych rozmów bohaterów w aucie. Pełno tu pojawia się także przestojów, gdy Tony nie mogąc się powstrzymać, musi a to zajrzeć do jakiegoś do fast-fooda, by następnie przez pół drogi pozachwycać się smakiem kurczaka w panierce o wymownej nazwie Kentucky, którego równie dobrze można by było zdobyć w KFC, a to aby odlać się za samochodem, a to po to żeby zobaczyć marynarki dla swojego pasażera, a to w końcu żeby sobie podkraść na ziemi leżący kamyk. A świadkiem wszystkich tych przygód niezdarnego, ale i tak ukochanego i zabawnego Tony’ego, jest nie kto inny, jak jego z początku sztywny do granic możliwości szef. W związku wraz ze starciem się tych dwóch zupełnie odmiennych sobie światów, dochodzi tu do wielu przekomicznych momentów, gdy Don po raz któryś z rzędu próbuje wychować i nauczyć swojego szofera prawidłowych zasad zachowania. Stąd też w tej opowieści pojawia się tak wiele humoru, który jednak co ważne w żaden sposób nie jest wymuszony, a naprawdę potrafi rozbawić do łez. Osobiście nigdy nie należałem do fanów jakichkolwiek komedii bo tylko co niektóre z nich w moim odczuciu poza kolejno rzucanymi gagami, posiadały w sobie również jakieś mądrzejsze motto. I „Green Book” bez wątpienia należy do tych niezwykle unikatowych przypadków, gdzie pomimo wielu zabawnych momentów, poruszone są także jakieś trudniejsze tematy, tym samym stając się jednym z najinteligentniejszych filmów komediowych ostatnich lat, w czym zasługa przede wszystkim fantastycznie rozpisanego scenariusza, w którego udziale brał między innymi Nick Vallelonga, syn Tony’ego Vallelongi. Świetnie on bowiem rozgranicza te dwie struktury – komediową oraz dramatyczną – tym samym dostarczając nam niezwykle emocjonalnego widowiska, które na długo potrafi utkwić w głowie widza.

Zdecydowanie największym pozytywnym zaskoczeniem pod tym względem jest osoba samego reżysera, Petera Farrelly’ego, po którym absolutnie nigdy wcześniej bym nie powiedział, że stać go na nakręcenie ambitnej produkcji, która mogłaby poruszyć oglądającego. Znając go bowiem z jego wcześniejszych, raczej niesławnych „wyczynów”, na wielkim ekranie, za które nawet odebrał nagrodę Złotej Maliny dla najgorszego reżysera, można było się spodziewać po kolejnym jego projekcie tylko tego samego. To czego jednak dokonał Farrelly jest wprost nieprawdopodobne. Ta bądź co bądź niezwykła przemiana jaka zaszła w nim zaledwie parę lat później jest wręcz nie do opisania. W swoim najnowszym filmie popisał się on bowiem nie tylko zaskakująco mądrym scenariuszem, ale też bardzo przemyślaną reżyserią, w której idealnie ograniczył czas pomiędzy wątkami komediowymi, a tymi, które mogą zmusić widza do refleksji. Peter Farrelly „Green Bookiem” udowodnił całemu światu, że każdy może się zmienić. To zresztą kolejne ważne motto pojawiające się w jego filmie, które zdaje się sugerować widzowi, że na poprawę i zmianę swoich uprzedzeń w stosunku do drugiej osoby nigdy nie jest za późno.

Znalezione obrazy dla zapytania green book 1280x720

Kto jednak spodziewał się po tym filmie, że zdoła on wnieść coś zupełnie nowego do tematu dyskryminacji czarnoskórych na terenie Stanów Zjednoczonych, a tym samym stać się na swój sposób rewolucyjnym dziełem, raczej może się poczuć rozczarowany bo „Green Book” przedstawia typową, zwykłą i niczym specjalnie nie wyróżniającą się historię przyjaźni dwóch zupełnie odmiennych od siebie osób. Nie ma pod tym względem zupełnie niczego co by tak jak w przypadku „Faworyty”, bądź „Romy” mogło specjalnie zaszokować lub zachwycić unikatową formą. Film Petera Farrelly’ego opiera się bowiem liczne schematy, przedstawia wątek rasizmu niemalże dokładnie tak, jak można go było sobie przedtem wyobrazić i niczym nie zaskakuje. Tak właściwie to jedna i jedyna wada tego filmu polega na tym, że nie jest on specjalnie odkrywczy, a co za tym idzie jego końcowy morał może się wydać widzowi już doskonale znany choćby z „Nietykalnych”. Ale z drugiej strony w tej całej prostocie, momentalnej naiwności bądź banalności i tak kryje się pewna mądrość, której nic jest w stanie zatuszować. „Green Book” jest bowiem może i zwykłym filmem, ale który doskonale czerpie korzyści ze swojej standardowości. Nic zatem dziwnego w tym, że rzeczami, które z czasem łączą z czasem Tony’ego z Donem jest zwykłe jedzenie, słuchanie muzyki, czy wpadanie w typowe kłopoty. W każdej z tych bowiem zwykłych z pozoru rzeczy można odnaleźć coś wspólnego, z czego można czerpać radość.

Największym szczęściem dla oglądającego „Green Booka” i tak jest oglądanie absolutnie znakomitego show aktorskiego w wykonaniu Viggo Mortensena oraz Mahershali Aliego. Ta dwójka aktorów stworzyła bowiem tak rewelacyjny duet, że na długo pozostanie on w historii kina jako niezwykłe połączenie dwóch zupełnie sobie obcych ludzi. Ta zupełna odmienność nie byłaby jednak tak dobrze zauważalna gdyby nie właśnie ta dwójka aktorów, wcielająca się odpowiednio w role zabawnego Tony’ego oraz nieco bardziej ekscentrycznego muzyka-pianisty, Dona Shirleya. Postacie przez nich grane nie tworzą jednak wyłącznie świetnego duetu bo także same w sobie pozostają w dalszym ciągu rewelacyjnie rozpisanymi bohaterami, ze świetnie rozwiniętymi cechami osobowościami. Znakomitą rolę pod tym względem zalicza zwłaszcza Viggo Mortensen, który w tym roku jest jednym z faworytów do otrzymania statuetki Oscara za najlepszego aktora pierwszoplanowego. I osobiście mam nadzieję, że ją otrzyma, bo duński aktor znany choćby wcześniej z roli walecznego Aragorna w trylogii „Władca Pierścieni” w tym filmie przechodzi wręcz samego siebie, doskonale odnajdując się zarówno w żartobliwym, jak i nieco bardziej dramatycznym repertuarze. A co ważne – w obu tych kreacjach wypada nad wyraz przekonująco i to właśnie dzięki niemu aż nie da się nie polubić zwykłego kiciarza Tony’ego, którego riposty potrafią ubawić tak że na seansie aż można ryknąć śmiechem. Viggo Mortensen zupełnie mnie zaskoczył tak wielkim talentem do scen komediowych, w których wypadł wręcz znakomicie, dodatkowo prezentując chyba najlepszy sposób na jedzenie pizzy. Godnie partneruje mu również Mahershala Ali, który w porównaniu do ekranowego partnera już ma na swoim koncie Oscara za rolę w „Moonlighcie”. Tak jednak, jak tą kreację do dzisiaj nie uważam za godną statuetki, tak z kolei za rolę początkowo zadufanego w sobie Dr Dona Shirleya mógłby otrzymać wszystkie nagrody. Mahershala Ali, którego możemy choćby teraz oglądać w trzecim sezonie „Detektywa”, wypada w swojej roli bowiem niezwykle wiarygodnie, a w przemianę, która się w nim zarysowuje wraz ze spotkaniem „Wargi” naprawdę da się uwierzyć. To niezwykle emocjonalna, ale także bardzo dojrzała rola aktorska, w której aktor doskonale wciela się i oddaje emocje swojego bohatera. W ten sposób otrzymujemy duet marzeń, za który zarówno Viggo Mortensen i Mahershala Ali powinien zgarnąć w tym roku najwyższe wyróżnienia. A przynajmniej ja nie miałbym nic przeciwko temu bo należy im się to jak mało komu.

Znalezione obrazy dla zapytania green book 1280x720

Podsumowując, „Green Book” to nic innego jak piękna opowieść o przyjaźni dwojga zupełnie sobie obcych ludzi, którzy różnili się od siebie niemal pod każdym względem, a mimo to zdołali siebie obdarować zaufaniem i zniszczyć wszystkie stereotypy bądź uprzedzenia względem samych siebie. To niezwykle wartościowa, ale również zabawna historia, która co najważniejsze w tym wszystkim, jest w stanie trafić niemal do każdego widza swoim mądrym przesłaniem. Oczywiście, w tym wszystkim to wciąż zwykła, i może czasem zbyt naiwna historia. Nie umniejsza to jednak tych wszystkich pięknych wartości, jakie film Petera Farrelly’ego oferuje. Reżyser zdaje się wprost uświadamiać oglądającemu, że w odmienności człowieka nie ma zupełnie nic złego, a wręcz odwrotnie: nawet w niej można odnaleźć coś niezwykłego i fascynującego. Twórca „Głupiego i głupszego” wniósł się tutaj na szczyt swoich umiejętności, dostarczając nam niezwykle bogatego doświadczenia emocjonalnego, którego nie w sposób można zapomnieć, co w głównej mierze jest także zasługą fenomenalnych ról aktorskich Viggo Mortensena oraz Mahershali Aliego. Pewnie, niektórzy mogą odebrać tą historię jako zwykłą bajeczkę przyjaźni białego z czarnoskórym, która nie niesie za sobą nic nowego. Mimo to „Green Book” przez cały seans jest uczciwy w stosunku do widza i nie próbuje być niczym więcej, niż jest. Bo to może i zwykła opowieść o przyjaźni dwójki ludzi, ale „najpowszechniejszą ich cnotą jest odmienność„, która właśnie może wzruszyć, rozbawić do łez, a na sam koniec pozostawić uśmiech na twarzy widza. Czego chcieć więcej? W każdej podróży i spotkaniu można spotkać kogoś, kto okaże się towarzyszem życia w tej ziemskiej wędrówce. Wystarczy tylko wyzbyć się wszelkich uprzedzeń, aby w ten właśnie może i prosty, ale jakże skuteczny sposób podnieść z ziemi tak jak Tony swój własny kamyk szczęścia.

Ocena Filmaniaka:

8/10

1280px-4_stars.svg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s