„Wilk w owczej skórze” – recenzja filmu „Vice”

Jak głosi hasło przewodnie najnowszego filmu Adama McKaya: some vices are more dangerous than others…. I faktycznie, coś w tym jest bo chyba nie bez przyczyny w rządzie amerykańskim coraz częściej dochodzi do sporów, konfliktów, a także wyciągania na światło dzienne dawnych ukrytych tajemnic, które siedząc w mroku przez długie lata zdążyły się już zakurzyć i zardzewieć… Wraz jednak z kolejno wyciąganymi na powierzchnię „skarbami” z głębokiej otchłani, w efekcie kolosalnie się one na sobie nagromadziły, jak niegdyś zbędne śmieci wyrzucane na wysypisko. I chyba pierwszym z celów tej zbiorowej nienawiści społeczeństwa stał się młodszy George W. Bush, który w latach 2001-2009 zajmował szanowane stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zresztą, trudno się temu specjalnie dziwić: bo to właśnie za jego kandydatury doszło do zamachu na World Trade Center, brutalnej wojny w Iraku, w której zginęło miliony osób oraz końcowego kryzysu gospodarczego, którego kulisy reżyser odsłonił nam już wcześniej w swoim poprzednim filmie „Big Short”. Nagonka w kierunku młodszego Busha była wielka aż do tego stopnia, że co niektórzy anarchiści to jego obarczali winą na spowodowanie tragedii 11 września 2001 roku. Adam McKay nie pochyla się jednak bliżej nad sprawą rozstrzygnięcia tego sporu, by zamiast tego na oczach publiczności dokonać innego, równie szokującego odkrycia: odsłaniając nam tym razem historię Dicka Cheneya, który z pozoru sprawiał wrażenie zwykłego wiceprezydenta, a w rzeczywistości to nie Bush, a właśnie on wraz ze swoimi poplecznikami stał się jednym z głównych współsprawców tak wielu nieszczęść…

Twórca niezwykle szokującego „Big Shorta” z 2016 roku nie próbuje się tu jednak w żaden sposób powstrzymywać od pogardy, jaką okala rząd amerykański, od ironii oraz karykatury w przedstawieniu charakterów co niektórych polityków z tego okresu, od groteskowego poczucia humoru, który choć faktycznie może gdzieniegdzie rozbawić publiczność swoimi bezbłędnymi dialogami, to jednak jednocześnie pozostawia ją w mocnym tego słowa znaczeniu „głębokiej świadomości”. A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze portret Dicka Cheneya – człowieka, który będąc zupełnie nikim, w krótkim czasie stał się jednym z najważniejszych polityków w historii Stanów Zjednoczonych. Nie ma co się jednak w tym miejscu łudzić: Adam McKay nie próbuje w swoim najnowszym filmie okazać współczucie podwójnemu wiceprezydentowi, ukazując jego dramatyczną biografię pełną bardzo ciężkich wyborów, które musiał podjąć dla dobra społeczeństwa. Reżyser tworzy tu celowo dokładnie taki obraz człowieka, na który on sobie zasłużył. I wierzcie mi lub nie, ale wcale ten portret nie jest ładny, co nie znaczy jednak że brak mu obiektywności. Przeciwnie. McKay wyciąga na powierzchnie tak zaskakujące informacje do tego stopnia, że w wielu miejscach są one w stanie szczerze zaszokować oglądającego, gdy kolejne wilki dopadają niewinną owieczkę (czytaj: ojczyznę) i rozszarpują  ją na mięso wyłącznie dla własnych korzyści. A wszystko to dzieje się na naszych oczach.

Był nikim by stać się kimś. Dostał pracę w charakterze zwykłego elektryka, by kilkanaście lat później zaklepać sobie fotelik w Waszyngtonie. A do tego wszystkiego, nie miał żadnych umiejętności, ani wiedzy w polityce, a wystarczyła mu tylko jedna ważna cecha: doskonałe zdolności przywódcze oraz strategiczne i dzięki nim stał się jedną z najważniejszych postaci w historii Stanów Zjednoczonych, która pomimo tego, że z pozoru była zwykłym Wiceprezydentem, w rzeczywistości pociągała za sznurki całego państwa. Ta właśnie nieciągnąca się przeszłość aż do dnia dzisiejszego towarzyszy Dickowi Cheneyowi (Christian Bale), który ze zwykłego biurokraty, krok po kroku wcielał w swoje życie plan, który obiecał niegdyś swojej ukochanej małżonce, Lynne Cheney (Amy Adams) – chciał stać się kimś wielkim. I tak też się stało. Ale jakim kosztem doszło do tego? Adam McKay odsłania przed nami historię zwykłego człowieka, który wraz ze wsparciem paru radykalistów na czele z przyjacielem Donaldem Rumsfeldem (Steve Carell), objął faktyczną władzę w Kongresie i rzucał kartami, dokładnie tak jak tylko mu się zechciało. Wiele lat później, gdy wydawało się, że Dick wycofa się z polityki, pojawiła się jednak nowa posada: zostania Wiceprezydentem nowego kandydata, George’a W. Busha (Sam Rockwell). Były sekretarz obrony początkowo niechętnie, ale ostatecznie przyjmuje propozycję i w ten właśnie sposób zmienia cały świat.

Adam McKay to taki wyjątkowy przypadek twórcy filmowego, który jakby zapewne nie było źle na świecie, jak mocno zostałaby wprowadzona w państwie indoktrynacja i jak wielki wpływ na poczynania zwykłych obywateli miałaby władza, to on i tak powie dokładnie to, co ma do powiedzenia. Nie cofnie się przed niczym, by zrealizować na wielkim ekranie własną wizję, którą miał w głowie od samego początku. Jeśli nie mylę, to jeden z nielicznych takich wyjątków, które będąc odpowiednikiem naszego polskiego Wojtka Smarzowskiego, byłyby w stanie podjąć na ekranie najbardziej wstydliwe tematy swojego państwa, jednocześnie obrażając go przez niemal cały seans. Już w swoim poprzednim filmie „Big Short”, gdzie na naszych oczach kolejni wpływowi ludzie wzbogacali się na cierpieniu innych, McKay udowodnił całemu światu, że naprawdę doskonale potrafi przedstawiać tematy nieprzyjemne, ukazując w nich samą prawdę… i to momentami nawet bardzo bolesną. Nie inaczej ma to miejsce więc w przypadku „Vice”, gdzie reżyser wprost krytykuje politykę Stanów Zjednoczonych za czasów kandydatury młodszego Busha, a także piętnuje idealny portret amerykańskiej władzy, obnażając ją z najgorszych błędów i ukazując jej całkowitą bezwzględność.

uid_7dd54cf20c1e078d7261d4876aa87bdd1544648061702_width_1920_play_0_pos_0_gs_0_height_1080

Każdy, kto zatem obejrzał „Big Short”, nie zdziwi się, że jego reżyser bez problemu odnalazł się także w tematyce o wiele bardziej politycznej. Już 3 lata temu dał o sobie znać jako niezwykle wnikliwemu reżyserowi, któremu nie umknie nawet najmniejszy, drobny szczegół. Stąd też efekt odkrywania przez niego sekretów władzy amerykańskiej, jest tak bardzo szokujący dla oglądającego. Zanim jednak w ogóle dochodzi do tej zdecydowanie najciekawszej części, w której tytułowy Dick Cheney zdobywa urząd Wiceprezydenta, czeka nas wcześniej dość nudne i typowo standardowe kilkadziesiąt minut wstępu, w których podobnie jak dla wielu biografii poznajemy życie głównego bohatera. Nie ma oczywiście w tym nic złego bo dzięki temu przynajmniej mamy szansę bliżej poznać tą niezwykle skonfliktowaną i pełną sprzeczności postać, która choć początkowo wydawała się być zwykłym, dobrym i prostym człowiekiem, z czasem aż tak bardzo zachłysnęła się władzą, że nie mogła z niej ustąpić. W tej wędrówce towarzyszy nam głos narratora, Kurta, który opowiada nam o przyziemskich historiach Dicka. Przemiana ta z czasem staje się faktycznie coraz bardziej zauważalna, ale ciężko w tym wszystkim nie odczuć, że zbyt powolne tempo akcji próbuje jedynie pobudzić do działania parę pomysłowych chwytów montażowych, które jednak w żaden sposób nie są w stanie ukryć tego, że na ekranie niewiele się dzieje. Do tego dochodzą urywane perspektywy z kolejnych etapów życia Dicka, które wprowadzają pewien chaos do fabuły. Gdy więc w połowie filmu ku zaskoczeniu publiczności rozbrzmiewa w tle pompatyczna muzyka i pojawiają się napisy końcowe, widz może naprawdę poczuć się rozczarowany… Na szczęście to jest dopiero początek bo zaraz potem Adam McKay naciska pedał z pełnej siły, a fabuła zaczyna się rozkręcać do przodu… i to wyłącznie na korzyść filmu.

Od tego momentu w zasadzie zaczyna się lwia część „Vice’a”, w której ukazane są nam kolejne gierki Dicka Cheneya. Główna zagwozdka dla oglądającego w tym przypadku nie polega jednak na tym, czy uda mu się zrealizować własne plany, bo odpowiedź na te i inne pytania jest retoryczna: oczywiście, że TAK. Ciekawiej się natomiast robi, gdy na naszych oczach z minuty w minuty patrzymy, jak jakiś zwykły, podstarzały człowiek w okularach zdaje się zdobywać kontrolę nad całą Ameryką. A my, widzowie, nie możemy zupełnie nic na to poradzić. Adam McKay nieśpiesznie ukazuje nam kolejne ważne osobistości w Kongresie i u szczytu władzy, poświęcając niemal każdej z nich chwilę czasu, by narrator zdążył nam wyjaśnić kim on jest lub by koło jego twarzy zamigał krótki nagłówek, wyjaśniający czym się zajmuje. Ukazanie władzy w amerykańskim rządzie w perspektywie ciągłego zdobywania przewagi nad innymi, stanowi zresztą bardzo ciekawy eksperyment także na samym widzu, który wpatrując się w ekran, aż sam może się na chwilę przyłapać na myśli: „Czy obecnie nie jest podobnie?”. Te wywołanie niepokoju jest zresztą specjalnością reżysera, który zasiewa w nas jak w ziemi kiełka wątpliwości, by dać z nich końcowy wyrastający jak roślina wyraz zupełnego sprzeciwu. McKay w kolejnym obrażaniu polityków na wszelkie możliwe sposoby posuwa się wręcz to czystej bezczelności, ale co ważne w tym wszystkim: on ma do tego swoje powody, które skrupulatnie ukazuje nam na ekranie, tym samym zdobywając pełne nasze poparcie.

Znalezione obrazy dla zapytania vice film 2019 1920x1080 bale amy adams

To, ile informacji, zatajonych sekretów oraz kłamstw, wyjawia ten film w czasie zaledwie nieco ponad 2-godzinnego metrażu, jest wprost niezwykłe. Adam McKay upycha w swoim i tak niezwykle skomplikowanym scenariuszu tyle wydarzeń z życia doczesnego, że po skończonym seansie „Vice” otworzy oczy wielu ludziom, a szczególnie tym, którzy nie mieli nigdy wcześniej większej styczności z polityką. Ukazując nam przedsiębiorców, myślących wyłącznie o własnym zysku oraz przebiegłych oportunistów, reżyser zdaje się wręcz zadawać nam pytanie: Jakim cudem, my obywatele zezwalamy na dostęp do władzy takim ludziom, byle nie powiedzieć drapieżnikom na miarę wilków, które są w stanie rozszarpać każdą ofiarę, byle tylko się nasycić. Jednocześnie zwraca nam jednak także ważną uwagę na temat tego, by przy wyborze kolejnych kandydatów zawsze kierować się rozsądkiem i zanim zakreślimy jakieś nazwisko, wcześniej pomyśleli, czy my faktycznie ufamy tejże osobie do tego stopnia, że jesteśmy w stanie poświęcić dla niej naszą ojczyzną. A ma to o tyle wielki wpływ bo na przykładzie „Vice” sami jesteśmy świadkiem tego, że w związku z zamachem na World Trade Center, władza była do tego stopnia nieustępliwa, że w ramach wypowiedzenia wojny jakiemuś państwu za własną porażkę, zaatakowali Irak, w którym przecież mieszkali też zwykli obywatele. A to jeszcze nie koniec bo dla przykładu Saddam Husajn nieprawidłowo zostaje powiązany z terroryzmem i budową broni atomowej, a oczywiście po skończonej wygranej wojnie z Irakiem to firma, w której niegdyś wielkie wpływy miał Dick Cheney, zyskała największe dochody. Przypadek? Nie sądzę. A takich kruczków pojawia się tutaj jeszcze więcej, co w głównej mierze jest zasługą bardzo dobrze rozpisanego scenariusza autorstwa Adama McKaya, który z wielkim zaangażowaniem w pełni poświęcił się dla tego projektu. I przyniosło mu to niemal same korzyści.

Mówię niemal, bo oglądając ten film, nie da się nie zauważyć że fabuła w głównym stopniu skupia się na wydarzeniach i kolejnych skandalach, niż a jeżeli samych postaciach, z których pamiętajmy to właśnie przyczyny do nich w ogóle mogło dojść. Poza bowiem rozwinięciem niezwykle skomplikowanej osobowości głównego bohatera, Dicka Cheneya, pojawia się tu wiele niezwykle interesujących postaci drugoplanowych, których tajemnice zostają tu ukazane na światło dzienne i to w dość brutalny sposób. Główny problem filmu Adama McKaya polega na tym, że niemal do samego końca ciężko się zorientować, o czym ta historia opowiada: czy jest to wyłącznie biografia Dicka Cheneya wraz z bliższym wniknięciem w sfery amerykańskiego rządu, a może wręcz odwrotnie: To portret pseudo „faszystowskiego” podejścia polityków do władzy na przykładzie ukazania historii tego jednego polityka. Dla niektórych zapewne takie rozgraniczenie nie robi większego wrażenia, ale pomimo wielu naprawdę bardzo pomysłowych zabiegów reżysera, przez cały czas wydawało mi się, że nie był on w pełni konsekwentny. Tym bardziej, że aktorzy, wcielający się w te postacie drugoplanowe, w większości poradzili sobie naprawdę bardzo dobrze. Dla przykładu Steve Carell, grający sekretarza obrony USA, Donalda Rumsfelda, jest niezwykle przekonujący w swojej kreacji, ale po pewnym czasie na dłuższy czas znika z ekranu. Bardzo dobrą rolę zaliczyła tu także Amy Adams jako żona Cheneya, Lynne, która świetnie ukazała jeszcze większą żądzę władzy swojej bohaterki od męża i po raz kolejny stworzyła świetny duet z Christianem Bale’m. W moim odczuciu show na drugim planie skradł jednak Sam Rockwell w może i karykaturalnym, może i groteskowym wyobrażeniu prezydenta George’a W. Busha, ale i tak niezwykle przekonującym. Ubiegłoroczny zdobywca Oscara wnosi wręcz prawdziwą energię i duszę w swojego bohatera, doskonale wykazując jego głupotę i lekkomyślność. Rockwell jest bezbłędny w tej roli, więc tym bardziej szkoda, że nie było go więcej, bo z chęcią zobaczyłbym go w osobnym biograficznym filmie o tej postaci. Sporą rolę w świetnym ukazaniu tych wszystkich postaci odegrała charakteryzacja, za którą „Vice” musi otrzymać Oscara w tym roku, ale i sami aktorzy dołożyli do tego swoją przysłowiową „cegiełkę”. Mimo wszystko wydaje mi się, że reżyser przez stosunkowo niedługi czas na ekranie nie zdołał wykorzystać w pełni ich naprawdę wielkiego potencjału.

Znalezione obrazy dla zapytania sam rockwell vice 1280x720

Pewne błędy popełnione po drodze przez reżysera, w żaden jednak sposób nie są w stanie zatuszować tego, że popisał się on w swoim najnowszym filmie paroma naprawdę udanymi zabiegami montażowymi i reżyserskimi, które w znacznym stopniu wpłynęły na to, że „Vice” nie jest tak do końca typową biografią. Bardzo ciekawym pomysłem pod tym względem okazało się samo wprowadzenie do fabuły narratora w postaci Kurta, przemawiającego głosem Jesse Plemonsa. Zabieg ten, początkowo wyda się widzowi dość standardowy i niczym specjalnie nie wyróżniający się, a wraz z czasem także nawet trochę irytujący bo ile można co chwilę w tle słuchać kogoś, kto objaśnia nam fabułę, ale na samym końcu, gdy okazuje się kim naprawdę jest Kurt, to można się szczerze zaskoczyć. Tak właściwie, to reżyser robi tu wszystko, by nie nakręcić typowej dramatycznej historii, na której na końcu pojawi się napis: „oparty na faktach„. Czy to poprzez wprowadzenie aneksu do widzów na samym początku, czy przez celowo nerwowy i gwałtowny montaż Hanka Corwina (świetna robota), czy w końcu przez naprawdę zaskakujące wprowadzenie napisów końcowych w połowie filmu, chce nam uprzykrzyć i ośmieszyć postać Dicka Cheneya i jego współziomków, co wychodzi mu bez problemów. Brak tu może jedynie bardziej zauważalnej muzyki Nicholasa Britella, który w „Moonlighcie” pokazał, że jest utalentowanym kompozytorem młodego pokoleniu, a tu nie zdołał tego udowodnić i lepszych zdjęć Greiga Frasera, którego stać na znacznie więcej, ale to są tylko niuanse, które nie wpływają zbytnio negatywnie na końcowy odbiór.

Chyba jednak największym wydarzeniem przed premierą tego filmu było zobaczenie Christiana Bale’a w roli Dicka Cheneya, który do tej roli przytył aż 18 kilogramów. Jeden z faworytów do tegorocznego Oscara za najlepszego aktora pierwszoplanowego, już nie raz był znany ze swoich niezwykłych metamorfoz do zagrania przeróżnych ról. Dla przykładu do zagrania chorego psychicznie Trevora Reznika schudł prawie 30 kg, a i tak od większej utraty masy ciała (które wedle założeń aktora miała wynosić zaledwie 45 kg) powstrzymali go producenci filmu. Nie bez przyczyny zatem w wielu miejscach nazywa się go „aktorem-kameleonem”. Bo faktycznie jest on się w stanie poświęcić do każdej roli, przechodząc niezwykłą metamorfozę. I podobnie ma to miejsce także w przypadku „Vice”, gdzie tym razem Christian Bale wcielił się w Dicka Cheneya, którego naprawdę można po tym filmie szczerze znienawidzić. Adam McKay kreuje z niego postać wręcz obrzydliwą, która jest w stanie zrobić niemal wszystko, by utrzymać się swojego stołka. I jest do tego stopnia ogarnięty żądzą władzy, że nawet poświęca dobro własnej rodziny, tym samym skazując się na dekonstrukcję, choć to akurat nie wyszło to w filmie zbyt wiarygodnie. Bale wypada w tej roli fenomenalnie – pomijając jego niemal perfekcyjnie odwzorowany wygląd, brytyjski aktor doskonale naśladuje gesty, mimikę oraz sposób mówienia z charakterystycznym wykrzywieniem jednej wargi, dodając mu realności, do tego stopnia, że można mieć problemy z jego rozpoznaniem. To tak doskonała kopia, że nawet sam tegoroczny Freddie Mercury w wykonaniu Ramiego Maleka nie może się z nim równać. Mimo wszystko nie jest to najlepsza rola w karierze Bale’a bo nie ma on tu zbyt wiele scen emocjonalnych jak choćby w „Mechaniku”, a w większości Dick w jego wykonaniu jest sprowadzony wyłącznie do suchych konwersacji, co nie zmienia faktu, że to i tak świetna rola, choć może nie aż na miarę Oscara.

Znalezione obrazy dla zapytania christian bale vice 1920x1080

Gdy w 2015 roku na ekranach kin pojawił się „Big Short”, to zapewne wiele osób mogłoby określić przy użyciu zaledwie jednego określenia, które by brzmiało „zaskakujący”. W „Vice” Adam McKay idzie natomiast o kolejny krok do przodu, dostarczając nam tym razem jeszcze bardziej szokującego filmu, który odsłaniając kulisy dojścia do władzy przez rząd Dicka Cheneya, jest jeszcze bardziej zadziwiający, zaskakujący, a zarazem także zatrważający bo ukazuje rząd amerykański na niemal tak niskim poziomie jak komunizm w Związku Radzieckim. Porównanie to nie jest jednak ani na trochę przesadzone bo faktycznie to co się działa za kadencji George’a W. Busha, doprawdy ciężko nazwać czymś normalnym. McKay prosto z mostu i bez żadnych pohamowań obarcza główną winą Dicka Cheneya oraz jego popleczników, szydząc z nich w każdy z możliwych sposobów, pokazując ich w groteskowym wymiarze, a w tym wszystkim także uwypuklając ich wszelkie błędy i słabości. „Vice” nie jest jednak filmem w pełni idealnym bo z powodu tego, że jest on na swój sposób bardzo dokumentalny, dostarczając wiele obrazów z prawdziwych transmisji, zdjęć oraz filmów, niezbyt udanie przedstawia młodszą osobowość Cheneya, a sama późniejsza jego przemiana też nie do końca jest zasygnalizowana. Do tego dochodzi dosyć powolna, nużąca i dość nudna pierwsza połowa filmu, a także niewykorzystany w pełni potencjał postaci drugoplanowych. Te jednak i inne błędy wynagradza świetna fabuła, pełna intryg i szokujących prawd, fantastyczna obsada na czele z Christianem Bale’m i godnie partnerującemu mu trio, składającego się z Sama Rockwella, Amy Adams oraz Steve’a Carrella, a przede wszystkim wiele bardzo kreatywnych rozwiązań montażowych oraz reżyserskich Adama McKaya, dzięki którym „Vice” nie jest typowym filmem biograficznym, a czymś naprawdę unikalnym.

Na samym końcu filmu Dick Cheney podczas wywiadu odwraca się bezpośrednio w stronę widza, wypowiadając do niego następujące słowa: „I can feel your incriminations and your judgment, and I am fine with that. You want to be loved? Go be a movie star. The world is as you find it. You’ve gotta deal with that reality that there are monsters in this world. We saw 3,000 innocent people burned to death by those monsters, yet you object when I refuse to kiss those monsters on the cheek and say „pretty please.” You answer me this, what terrorist attack would you have let go forward so you wouldn’t seem like a mean and nasty fella? I will not apologize for keeping your family safe. And I will not apologize for doing what needed to be done so that your loved ones could sleep peacefully at night. It has been my honor to be your servant. You chose me. And I did what you asked„. Adama McKaya nikt nie prosił o to, by nakręcił ten film. Nikt go nawet nie wybrał do zmierzenia się z tak trudnym tematem. A jednak on i tak tego dokonał, za co już teraz należą mu się spore wyrazy uznania. Dzięki bowiem jego filmowi, „Vice” bez dwóch zdań zdoła otworzyć oczy wielu ludziom, którzy nie znają się na polityce, by na przykładzie Dicka Cheneya pokazać, że na całym świecie istnieją takie wilki, żerujące na słabości innych i wykorzystujące każdą nadarzającą się sytuacją dla własnych korzyści. W myśli za tym by robić to dla państwa. Jaka jednak jest cena by to zrobić? – takie pytanie zdaje się nam zadawać reżyser. „Vice” nie jest więc być może ani dziełem rewolucyjnym, ani doskonałym bo ma swoje pewne błędy, co nie zmienia faktu, że takie filmy i tak są nam potrzebne.

 

Ocena Filmaniaka:

7,5/10

2000px-3.5_stars.svg

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s