„Prawda nas wyzwoli” – recenzja miniserialu HBO „Czarnobyl”

Gdy w kwietniu na HBO zadebiutował w końcu długo wyczekiwany finałowy sezon najpopularniejszego serialu w dziejach historii, a więc „Gry o tron”, to oczy widzów na całym świecie były na niego zwrócone. Jakie zatem musiało być ich wielkie rozczarowanie, gdy ten powrót do Westeros zamiast pięknego i wzruszającego pożegnania, okazał się w rzeczywistości koszmarem, z którego fani chcieli jak najszybciej się obudzić. Tymczasem niedługo potem, bo już w maju, na tej samej platformie swoją premierę miał miniserial, który skupiał się na dramatycznych losach katastrofy w elektrowni jądrowej w 1986 roku. I choć zapewne większość nawet nie zwróciła początkowo na niego uwagi, to jednak w kontekście wielkiego rozczarowania „Grą o tron”, to właśnie ten miniserial stał się nową twarzą kampanii HBO i doszło tu do pewnego paradoksu: bo to on zepchnął „Grę o tron” ze szczytu w rankingu seriali wszechczasów. Czy jednak „Czarnobyl” w rzeczywistości okazał się świetnym serialem? Czy zachwyty krytyków nie były przesadzone? Już w tym miejscu mogę śmiało powiedzieć że nie, bo najnowszy miniserial HBO jest jak wielka bomba emocjonalna, o której na długo nie da się zapomnieć.

O katastrofie czarnobylskiej nie trzeba chyba nikomu opowiadać. Choć bowiem większość młodych widzów pewnie nie pamięta tych czasów bo albo się wtedy jeszcze nie urodzili albo byli zbyt mali, aby zwrócić na to uwagę, to legenda o tym dramatycznym wydarzeniu do dziś jest znana i owiana pewną tajemnicą. Bo wciąż nie wiemy o nim wszystkiego. Wiadomo tylko pewne suche fakty: a więc, że katastrofa ta zaszła dnia 26 kwietnia 1986 roku o godzinie 1:23 i w wyniku przegrzania się reaktora jądrowego doszło do wybuchu wodoru i w efekcie także rozprzestrzeniania się pewnych niebezpiecznych substancji promieniotwórczych. Serial Craiga Mazina odsłania zaś nowe kulisy tego wydarzenia, a całość obserwujemy okiem radzieckiego chemika, Walerija Legasowa (Jared Harris) oraz zastępcy przewodniczącego Rady Ministrów, Borisa Szczerbiny (Stellan Skarsgård), którzy próbują naprawić sytuację nim ta dosięgnie swoimi skutkami ZSRR oraz całą Europę. Problem polega na tym, że w imię sprawiedliwości będą oni zmuszeni stawić czoła nie tylko samej katastrofie… ale i całemu systemowi państwowemu. 

Seriale, które są oparte na prawdziwych wydarzeniach, mają często to do siebie, że najważniejsza w nich dla widzów nie jest ani fabuła, ani postacie, a wyłącznie zgodność z faktami. I nie ma w tym nic dziwnego, bo twórcy zawsze powinni się kierować prawdą, a nie jakimiś swoimi przypuszczeniami. Nie do końca się to co prawda udaje, ale na całe szczęście nie dotyczy to w ogóle „Czarnobylu”, w którym nie tylko same wydarzenia, ale także i komunistyczny świat lat 80 jest przedstawiony w wiarygodny sposób do tego stopnia, że można się poczuć, jakby się oglądało jakiś fabularny dokument. Nie jest to jednak zarzut, bo naprawdę widać, że twórcy dali z siebie wiele, by tak dobrze mogło to wyglądać i jestem pewien, że nie poszło to na marne bo dzięki temu realizmowi widz może z miejsca uwierzyć w tą historię i przeżywać ją całym sobą. I to czyni ten serial tak bardzo wyjątkowym.

Czernobyl_serial_HBO_nczas

To naprawdę niezwykłe, jak zaledwie w przeciągu tych 5 odcinków, widz może się wciągnąć w tą historię i przeżyć ją tak, jakby się było jej uczestnikiem. A przecież z pozoru większości z nas ta historia nie dotyczy. Bo choć oczywiście, niektóre osoby do dziś mają problemy z tarczycą (które wynikają właśnie z wadliwego promieniowania), to jednak ci ludzie tak naprawdę są nam obcy. A mimo to, twórcom udało się sprawić, aby widz szczerze przejął się ich losem. Wynika to jednak wyłącznie z ich profesjonalnego podejścia. Bo choć „Czarnobyl” opowiada o wadliwym systemie państwowym, czy błędach, którego skutki były tragiczne, to jednak w głównej mierze koncentruje się na tym, jak te wydarzenia były przeżywane przez poszczególnych ludzi. Nie bez przyczyny tak często w miejsce głównego wątku, dotyczącego próby zażegnania katastrofy przez Legasowa i Szczerbinę, pojawiają się tu także te poboczne. Scenarzysta, a zarazem twórca serialu, Craig Mazin przyjmuje historię nie z perspektywy Zachodu, czy władzy, a zwykłych obywateli. Ukazuje ich w taki sposób, że w obliczu zagrożenia stają się nam bliscy… Bo tak samo jak my spotykają się z trudami doczesnego życia i są zmuszeni zmierzyć z tragicznymi skutkami działań, na które nie mieli żadnego wpływu. Doskonałym tego przykładem jest choćby wątek, poświęcony strażakowi Wasilijowi Ignatenko (Adam Nagaitis) i jego żonie, Lyudimilii. Z pozoru to taka zwykła, tragiczna historia małżeństwa dwójki ludzi, których nie znamy. Ale w przeciągu tych zaledwie paru odcinków przeżywamy ją razem z nimi, chcąc na zmianę krzyczeć „Nie!” i „Nie rób tego!”. A dramatyczne zakończenie tego wątku to już apogeum kipiących w widzu emocji. 

Zresztą całe tzw.: „szare społeczeństwo” zostało tutaj przedstawione w sposób mistrzowski i szczerze wątpię, by mogło się to komukolwiek innemu lepiej udać. Zarówno bowiem ci zwykli, niewinni i nie zdający sobie sprawy z zagrożenia obywatele, jak i ci bestialcy i żerujący na słabości innych działacze partyjni zostali zobrazowani dokładnie tak, jak być powinni. Jako materialiści, którzy nigdy nie myśleli o dobru drugiego człowieka, a wyłącznie o własnych pozycjach. Gdy więc w jednej ze scen 1 odcinka członkowie na czele z Zharkovem (Donald Sumpter) ignorują zagrożenie w Czarnobylu, stawiając wyżej własne komunistyczne prawa i pozycje nad życie ludzkie, to nóż aż sam otwiera się w kieszeni widza. Sama też elektrownia, poszczególne okolice koło niej, czy budynki zostały tutaj odtworzone niemal w skali 1:1. Na pewno pomógł temu fakt, że serial był kręcony w Kijowie, Wilnie, Kownie oraz Czarnobylu, ale i sami scenografowie dali z siebie naprawdę sporo, by ukazać w to jak najbardziej wiarygodny sposób. I wyszło im to doprawdy znakomicie, na co za przykład może choćby posłużyć miasto Prypeć. Jakieś niedociągnięcia pewnie też się pojawiają, ale nawet jeśli, to są one znikome.

5cf9324785600a7814449209.jpg

Już w pierwszym odcinku dochodzi do katastrofy w Czarnobylu i wybuchu wodoru. Przedstawione jest to jednak w tak porażający sposób, że widz nic nie robi i tylko patrzy przed siebie w wielkim zniecierpliwieniu. Choć może ciężko w to na początku uwierzyć, ale serial ten momentami potrafi wywołać aż ciarki na plecach widza i przerazić go swoją… Prawdą. Tak, właśnie Prawdą. Niektóre fakty, które wychodzą na jaw dzięki temu serialowi mogą bowiem wywołać przysłowiową gęsią skórkę. Już w pierwszym odcinku, gdy inżynier Diatłow (doskonały Paul Ritter), myślący wyłącznie o swoim awansie, zachowuje się wobec pracowników jak dyktator i w ogóle nie zwraca uwagi na zagrożenie… Gdy dowiadujemy się też o wykształceniu pracowników elektrownii… Gdy KPZPR uznaje katastrofę jako mało znaczący problem… To wszystko jest tak porażające. W następnym 2 odcinkach jesteśmy z kolei świadkiem tego, jak Legasow wspólnie wraz ze Szczerbiną próbują złagodzić skutki wybuchu… Ale zachowanie członków partii, jak i przedstawicieli rządu na czele z Michaiłem Gorbaczowem (David Dencik) jest po prostu straszne. Gdzie więc rząd nie pomoże, tam pojawiają się ci zwykli ludzie, którzy dla jakiś kilkuset rubli są w stanie poświęcić swoje życie. Czy to waleczni górnicy, czy 3 śmiałków, która zeszła do elektrownii, aby zatrzymać wodę… Wszystkie te momenty chwały zostały bardzo mocno zaakcentowane w serialu. I bardzo dobrze, bo „Czarnobyl” nie opowiada wcale o złym systemie państwowym, a o bohaterstwie tych zwykłych ludzi, którzy wiedzieli że mogą umrzeć, a mimo to… Działali.

Dla Craiga Mazina miejsce przodowe zajmują więc ci zwykli obywatele, których różne, często bardzo dramatyczne historie, są podstawą całej historii katastrofy. Ale nie da się nie zauważyć, że dostajemy tu także obraz powoli rozpadającego się tego bloku komunistycznego z lat 80, gdy napięcie coraz bardziej wzrastało. Wielu zapewne do dziś pamięta te trudne czasy w Polsce, związane z wprowadzeniem Stanu Wojennego. Wcale jednak nie lepiej ta sytuacja przedstawiała się w ZSRR, gdzie politycy już pewnie podskórnie czuli, że dojdzie do rozpadu. Tym epicentrum okazała się jednak właśnie katastrofa w Czarnobylu, gdyż od tego momentu rząd już nie mógł więcej ukrywać, że wszystko jest w porządku. Stąd właśnie niemal wszyscy członkowie KPZR w serialu to takie szuje, które myślą wyłącznie o tym, jak najdłużej utrzymać własne stanowisko. I dopiero wtedy, gdy jest bardzo źle, zaczynają działać. Choć nietrudno się nie zgodzić z takim obrazem ZSRR, to jednak pod względem fabularnym historia w serialu jest momentami zbytnio ubarwiona i nie wszystko co wydaje się nam być w nim prawdą, w rzeczywistości nią jest. Po drodze pojawiają się pewne odstępstwa historyczne, a co niektóre wydarzenia, jak choćby rozprawa sądowa z udziałem Legasowa w piątym odcinku, to pewne spekulacje i przypuszczenia twórców serialu. Jak więc widać, nie wszystko wyszło tu perfekcyjnie, ale nie będę też ukrywał, że znacznie bardziej wiarygodna od tej „prawdy” rządu komunistycznego, opartej tylko na politycznych propagandach, jest ta Prawda w „Czarnobylu”, która jedynie czasami odbiega od faktów.

wmJEQwNF25Dkm27uyC0hmcPG5TI.jpg

Wbrew pozorom, „Czarnobyl” nie jest jednak serialem w pełni idealnym bo po drodze zdarzyło mu się parę błędów. Według mnie osobiście największym z nich jest odcinek 4, w którym przez ponad połowę czasu obserwujemy historię okiem młodego chłopaka, Pavla (Barry Keoghan), który dołącza do grupy weteranów wojennych, a jego zadaniem okazuje się zabijanie zwierząt, zarażonych promieniowaniem. Sama historia jest bardzo ciekawa, a młody Barry Keoghan, którego mieliśmy już szansę zobaczyć wcześniej w „Dunkierce”, czy pokręconym „Zabiciu świętego jelenia”, tutaj też spisał się dobrze i znowu udowodnił, że jest utalentowanym aktorem, a partnerujący mu szwedzki aktor, Fares Fares również nie zawiódł, ale trudno nie odczuć że ten wątek jest oderwany od reszty. W dodatku nie pokrywa się z główną fabułą i nie ma na dla niej znaczenia. Ciekawy eksperyment, ale niestety nic więcej. Pewne zastrzeżenia można mieć też względem języka, który w oryginale przez cały czas jest angielski. Jako zaś, że akcja rozgrywa się na Wchodzie, to można było liczyć tutaj na choć parę dialogów po rosyjsku, a one się niestety nie pojawiają. W angielskim „you” odnosi się bowiem zarówno do „ty”, jak i „wy” i ich różnica wynika z kontekstu… a tutaj może on zostać nie do końca dobrze zrozumiały. Ale i tak są to małe mankamenty, które nie wpływają źle na całokształt serialu.

Tym bardziej, że pod samym względem realizacyjnym, to czysta perełka, jakich mało w świecie seriali. HBO po raz któryś z rzędu udowadnia, że nie mają sobie tutaj równych, bo i także wszystkie seriale Netflixa wizualnie biją na głowę. I podobnie jest także w przypadku „Czarnobyla”, który jednak w porównaniu do niektórych innych produkcji nie tylko samą stroną wizualną może się poszczycić, ale i bardzo przemyślaną fabułą, która idealnie z nią współgra. Doskonale jest tu przede wszystkim budowane napięcie, które aż udziela się oglądającemu. Gdy więc pracownicy elektrowni wpadają w panikę, to my też czujemy ten niepokój… i strach. Gdy ten koszmarny Diatłow, krzycząc wydaje bezsensowne rozkazy, to my też się boimy. Gdy strażacy idą gasić pogorzelisko, to nas aż pali to ciepło. A gdy trójka śmiałków idzie do napromieniowanej elektrowni w ciasnych maskach, to my także je mamy nałożone na sobie i wchodząc coraz głębiej w dół, czujemy coraz większy lęk. Reżyser Johan Renck („Breaking Bad”) spisał się naprawdę fenomenalnie i to właśnie dzięki niemu, można wszystko czuć namacalnie. Ale sam tego nie dokonał, bo przysłowiową „cegiełkę” dołożyli do tego również dźwiękowcy, scenografowie, czy rewelacyjne zdjęcia autorstwa Norwega Jakoba Ihre, którego kamera wiecznie towarzyszy bohaterom tuż przy twarzy. Nie można też nie wspomnieć o świetnej charakteryzacji. Wystarczy spojrzeć na to, jak ukazano ludzi po kontakcie z promieniowaniem, by się przerazić jak podczas horroru. A i sam wygląd postaci nie odbiega zbytnio od stanu faktycznego (poza jedynie Gorbaczowem). Dodatkowo ta ciągła aura napięcia jest jeszcze dobitniej podkreślana przez mroczną muzykę Hildur Guðnadóttir. Islandzka kompozytorka dała się nam już dobrze poznać w „Sicario 2: Soldado”, a tu zastąpiła na stanowisku świętej pamięci Jóhanna Jóhannssona. I wyraźnie czuć jej inspirację kompozycjami zmarłego przyjaciela, bo tak dołującej i pełnej napięcia muzyki nie znajdziecie nigdzie indziej. Profesjonalna robota to za mało powiedziane.

Znalezione obrazy dla zapytania chernobyl tv series 1920x1080

Poza wspomnianymi już wcześniej pewnymi nieścisłościami w stosunku do faktów, obraz większości członków KPZR został przedstawiony w sposób dość standardowy, z którym mogliśmy się spotkać wiele razy. Jednakże nie ma z tym większego problemu, jak w przypadku poprzednich produkcji, bo Craig Mazin, który w swoim dotychczasowym dorobku miał jedynie skrypty do takich badziewi filmowych jak „Straszny Film”, „Kac Vegas III”, czy „Łowca i królowa lodu”, a tutaj dokonał czegoś niezwykłego. Fabuła całego 5-odcinkowego miniserialu poraża swoim poważnym podejściem do tematu. Przedstawioną historię ogląda się z wielką fascynacją i choć nie ma tu wiele zwrotów akcji, jak w amerykańskim blockbusterze, to jednak widz wciąż jest utrzymywany w ciągłym napięciu. I jest to w dużej mierze zasługa Craiga Mazina, który odwalił kawał naprawdę świetnej roboty. I któż by się tego spodziewał po nim? Na pewno nie ja. Podoba mi się też to, że nie przydziela on wszystkich ludzi z KPZR do szufladki „źli”, a potrafi wśród nich dostrzec także pewien kontrast. I nim właśnie jest Boris Szczerbina, który tylko na samym początku wydaje się być obrzydliwym człowiekiem, myślącym wyłącznie o własnym dobrze. W obliczu zagrożenia zmienia się jednak nie do poznania, a chcąc pomóc, naraża własne zdrowie. Tą przemianę doskonale uświetnił fantastyczny jak zawsze Stellan Skarsgård. Na spore pochwały zasługuje też partnerująca mu Emily Watson, która wcieliła się w jedyną fikcyjną postać w serialu, fizyczkę Ulany Khomyuk. Uprzedzam jednak sprzeciwy, bo zabieg ten był w pełni zamierzony i stanowi hołd dla wszystkich naukowców, którzy pomogli Legasowowi, a aktorka świetnie się spisała w tej roli.

W pierwszej scenie pierwszego odcinka jesteśmy świadkami, jak pewien mężczyzna po nagraniu paru płyt i schowania w je specjalnie wyznaczone miejsce, po chwili popełnia samobójstwo. Nie jest to żaden spoiler, bo my początkowo niczego o nim nie wiemy. Ani czemu to zrobił, ani kim był. Wraz z upływem czasu okazuje się, że tym mężczyzną jest główny bohater, Walerij Legasow – radziecki chemik i specjalista od energii jądrowej. To on jako pierwszy zauważa wielkie niebezpieczeństwo, jakie może przynieść katastrofa w Czarnobylu. To on zmusza KPZR do udzielenia pomocy i to on wyrusza do Czarnobylu by zahamować dramatyczne skutki wybuchu. Nie wiemy co prawda, ile prawdy jest w tej postaci w serialu, ale jednego możemy być pewni: Chcąc uratować nie tylko ZSRR, ale i całą Europę, Legasow musiał się zmierzyć także z całą władzą komunistyczną, a w imię sprawiedliwości, był zmuszony wyrzec się swoich państwowych zasad. Brytyjski aktor, Jared Harris, doskonale zobrazował charakter swojego bohatera, a wszelkie jego rozterki i zwątpienia są przez niego fantastycznie zagrane. A końcowa przemowa w 5 odcinku w jego wykonaniu, w której wypowiada słowa: „When the truth offends, we lie and lie until we can no longer remember it is even there. But it is still there„… to klasa sama w sobie. Bo Legasow wiedział, co go będzie czekało, jeśli sprzeciwi się państwu. Ale wiedział też, jaka jest cena kłamstw.

Znalezione obrazy dla zapytania chernobyl tv series 1920x1080

Nie ma co zatem zakłamywać rzeczywistości: „Czarnobyl” to doskonały miniserial, a każdy kto go jeszcze nie obejrzał, powinien to uczynić w jak najszybszym czasie. Bo choć pewnie fanatycy ciągłego kina akcji, oglądając go może i stwierdzą że to nie dla nich, ale nawet jeśli, to nie zmienia to ani trochę faktu, że zarówno pod względem wizualnym, fabularnym, jak i w końcu aktorskim, „Czarnobyl” stoi na najwyższej półce, a temat, jaki podejmuje jest na tyle ważny, że warto się z nim zapoznać. Zwłaszcza, że tutaj został on podjęty w doskonały sposób i widać, że twórcy serialu dali z siebie naprawdę wiele, by przedstawić tą historię w jak najbardziej wiarygodny sposób. I wyszło im to po prostu znakomicie, bo cały ten zakłamany świat komunistyczny z lat 80 wygląda niemal dokładnie tak, jak można by było sobie to wyobrazić. Wszystko jest tu w zasadzie dopięte na ostatni guzik, a to tym bardziej niesamowite, bo przecież serial Craiga Mazina jest amerykańsko-brytyjskiej produkcji, a nie zawsze to przynosi dobre skutki. Prawda jednak jest taka, że twórcy „Czarnobyla” wykazali się doprawdy niezwykłym profesjonalizmem, a w miarę dalszego oglądania widz czuje coraz większe zainteresowanie, ale też napięcie, które potęguje się z odcinka na odcinek. To niezwykłe doświadczenie emocjonalne, którego nie sposób na długo zapomnieć. Ten miniserial w dużej mierze porusza też temat kłamstw – kłamstw, które stały się jakby taką barierą, oddzielającą złudny świat od prawdy. I tylko ona może go uleczyć od tej zarazy. W jednej ze scen padają następujące słowa: „The truth doesn’t care about our governments, our ideologies, our religions. It will lie in wait for all time. And this is the last gift of Chernobyl„. Słowa te podsumowują nie tylko wydarzenie katastrofy z 1986 roku, ale i cały serial, który może i momentami nie jest w pełni idealny, a pewne wydarzenia nie zostały ukazane dokładnie ze stanem faktycznym, ale i tak w całym swoim zamierzeniu to po prostu Prawda. Dlatego trzeba jej bronić, zwłaszcza że propagandowa stacja rosyjska już teraz przygotowuje własny serial na temat tych wydarzeń, gdzie głównym sprawcą katastrofy będzie (Uwaga!)… CIA. Bo można kłamać, udawać że wszystko jest w porządku, nie przejmować się cierpieniem innych osób, ale Prawda i tak jest tylko jedna. I to ona nas wyzwoli.

Ocena Filmaniaka:

9,5/10

4.5_stars.svg

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s